SHAYLA'S POV
Gdy wyszłam od Lucy, pobiegłam do domu okrężną drogą. Już spokojna weszłam do kuchni.
-Mamo, mogłabym odzyskać telefon ? Proszę.
-Już wróciłaś ? I co z nią ?
-Ja... eee... Jej nie było w domu. Właśnie dlatego chcę komórkę. Muszę sprawdzić gdzie jest. Wiesz, że się o nią martwię.-kiedyś tak zabrnę w kłamstwa, że się z nich nie wyplączę. Ale na razie nie mam wyrzutów sumienia. Na szczęście. Muszę być naprawdę dobrą aktorką, bo mama poszła do swojego pokoju. Po kilku minutach wróciła z moim telefonem w ręce.
-Proszę kochanie. Właściwie możemy uznać, że karę masz cofniętą.-uśmiechnęła się.
-Dziękuję ! Dziękuję!-przytuliłam ja.
-No a teraz mnie puść, muszę kroić ziemniaki na zapiekankę.
-Czy to znaczy, że mogę kogoś zaprosić ?
-No dobrze. A kogo ?
-Eee.. Zobaczysz.- uśmiechnęłam się tajemniczo- Nie wiem, czy będzie miał czas, ale wspominał, że chciałby cię poznać.- Justin nic takiego nigdy nie mówił, ale mama nie musiała tego wiedzieć. Szybko napisałam do niego sms'a:
"Juju, potrzebuję pocieszenia :( Lucy złamała mi serce.
Wejdź drzwiami, mama cofnęła mi karę. xxx"
Po kilku minutach dostałam odpowiedź:
"Już jadę. Co się stało ? xxx"
Gdy zadzwonił dzwonek rzuciłam się do drzwi. Za nimi stał Justin. Nadal nie mogłam uwierzyć, że znam takiego cudownego chłopaka jak on.
-Witaj Shawty. Tęskniłaś ?- jego głos przeszedł w niski, zmysłowy pomruk.
-Ja..yyy...-nie mogłam wykrztusić odpowiedzi. W gardle czułam kluchę. Wzięłam głęboki oddech (bogom niech będą dzięki za psychologów).- Chodź do kuchni, poznasz moją mamę.- złapałam go za rękę i pociągnęłam korytarzem.
-Mamo, to jest Justin. Justin Bieber.-Mama stanęła jak wmurowana. W jednej ręce trzymała ociekającego wodą ziemniaka. Przez kilka sekund wszyscy staliśmy w ciszy. I wtedy Jus się uśmiechnął. Ziemniak wypadł mamie z ręki i z głuchym plaśnięciem uderzył o podłogę. Mama otrząsnęła się z szoku. Pośpiesznie wytarła ręce i podeszłą do chłopaka. Zrobiła coś, czego nikt z nas się nie spodziewał... UŚCISNĘŁA JUSTINA !
-Miło cię poznać. Więc to ty porwałeś moją córkę ?
-S-słucham ?- chłopak otworzył szeroko oczy, jednak mama tylko się roześmiała.
-Idźcie do pokoju Shayli.-uśmiechnęła się-Chcecie jakieś kanapki ?-Oboje pokręciliśmy głowami.-Herbatę ?
-Chętnie- odparł Justin.- Jeśli można to z cytryną.
-Ile słodzisz ?
-Dwie łyżeczki.- Jus szeroko się uśmiechnął. Poszliśmy na górę.
-Witam w moim królestwie- powiedziałam uroczystym tonem i otworzyłam drzwi.
-WOW...Nigdy nie byłem w pokoju, w którym było tak dużo... mnie.- Prawdo podobnie miał rację. Ciemno fioletowe ściany pokryte były zdjęciami, plakatami i artykułami o nim. Na mahoniowych półkach stały perfumy, płyty, filmy, książki i inne gadżety. Fioletowa pościel na ogromnym mahoniowym łóżku, z baldachimem wspartym na czterech kolumienkach, idealnie współgrała z pokojem. W kącie stała naturalnych rozmiarów, kartonowa figura Kidrauhla. Jedynym kolorystycznym kontrastem był żółty laptop na biurku w stylu vintage. Stojąc w drzwiach patrzyłam jak Justin obszedł dookoła pokój, dotykając wybranych przedmiotów. Gdy już zaspokoił swoją ciekawość, bezceremonialnie rzucił się na łóżko.
-Justin !- syknęłam! Może sobie być nie wiadomo kim, ale to było po prostu nie kulturalne.
-Wygodne.- wyszczerzył się lubieżnie. Mogłabym przysiąc, że widziałam obrazy, które powstawały w jego umyśle. Nasze dwa nagie ciała splecione, pod fioletową pościelą. Na samą myśl zrobiło mi się gorąco. Podeszłam do łóżka i próbowałam zepchnąć chłopaka, ale on mnie złapał, przerzucił przez siebie i pochylił nade mną. Zniżył głowę, chcąc mnie pocałować, ale niespodziewane go popchnęłam.
-Mama zaraz z herbatą przyjdzie.- przypomniałam.
-Fakt.- zrobił "smutną" minkę. Usiadł, oparł się o zagłówek i spojrzał na mnie. Siedząc po turecku, na środku łóżka, opowiedziałam mu całą historię.
Hej :) Przepraszam, że nie dodaję regularnie. Miałam zamiar go dodać w weekend, ale niestety nie będzie mnie w domu.
Mam nadzieję, że się podoba :)