niedziela, 20 października 2013

Just(in) Love. Cz.X

Ten rozdział dedykuję SARZE, która cierpliwie na niego czekała. Kocham cię <3
3 tygodnie później
JUSTIN'S POV
-JB, co z tobą? Jesteś jakiś inny.- Jaden zaatakował mnie, gdy tylko wyszedłem ze studia.
-Inny, w jakim sensie ? - spytałem i rzuciłem się na kanapę, nucą Never Say Never. Shayla ma to na dzwonek, więc w ciągu ostatniego miesiąca słyszałem to dość często.
-No... Nie wiem. Wydaje mi się, że pozbierałeś się już po Selenie.
-Ach.- uśmiechnąłem się leniwie.- Ta. Widzisz, w moim życiu pojawiła się pewna dziewczyna...- znów zacząłem nucić. Jaden zrobił dziwną minę.
-No, no... Jaka ona jest ?
-Cudowna. Miła, zabawna, urocza, a kiedy się uśmiecha...
-Kochasz ją ? - przerwał mi. Zadawałem sobie to pytanie tyle razy, że mogłem odpowiedzieć na nie beż zastanowienia.
-Tak. Czułem coś do Seleny, ale ona... Ona jest po prostu inna.
-Powiedziałeś jej to ?- Jaden czasami mnie zaskakiwał. mimo młodego wieku zachowywał się dojrzale.
-Ja... No...- to pytanie było trudniejsze.
-Wiedziałem.
-Która godzina ?- przerwałem temat.
-Koło czwartej.
-Muszę lecieć !- zerwałem się.- Obiecałem, że przyjadę na obiad. Chłopak spojrzał na mnie.
-Uważaj. Złamane serce boli. Chyba już to wiesz.
   ***
Jaechałem, śpiewając pod nosem. Po chwili kątem oka zauważyłem błysk...
-Oho !-Mruknąłem.-Znaleźliście mnie ? To się pobawimy...-Uśmiechnąłem się szatańsko. Hmmm... -Tesco !- wypowiedziałem na głos myśl, która właśnie mi przyszła do głowy. Roześmiałem się. To Musiało wyglądać dziwnie...
Pojechałem do sklepu na przymuszone zakupy. Hmmm... Może kupię pani Green jakiś prezent ? To powinno ją zaskoczyć... A Shay kupię kwiaty... Chodziaż nie. Wtedy te gnidy pojadą za mną. Czekolada !
I drogie wino ! To jest to. Znów się uśmiechnąłem. Szybko zabrałem zakupy i podszedłem do kasy. Kasjerka patrzyła na mnie jak ciele w malowane wrota. Uśmiechnąłem się, wyjąłem z kieszeni długopis (noszę go w razie czego) i strzeliłem jej podpis na rachunku.
-Paragonu nie trzeba.- O ile to było możliwe uśmiechnąłem się jeszcze bardziej i wyszedłem. Wsiadłem do auta i dyskretnie rozejrzałem się po parkingu udając, że poprawiam lusterka. Stoją tam. Trzy samochody. Ciężko będzie ich zgubić... Zadzwonię do Robba. Był to paparazzi, który pomagał mi unikać innych. Jednocześnie ja co jakiś czas dostarczałem mu świeżych plotek. Taki układ odpowiadał nam obojgu.
-Siema R. Tu JB. Pamiętasz może nasz układ ? Czas na twój ruch. Jestem na przystanku pod Tesco, 20 minut drogi od studia. Dasz radę ?
-Jasne. Selena właśnie jest na siłowni. To ich przyciągnie. Co za to będę miał ?
-Moją dziewczynę. Jako pierwszy przeprowadzisz z nami wspólny wywiad.
-Zgoda.- Rozłączył się. Jego plan zadziałał. Po chwili mogłem spokojnie jechać do Shayli.
Zatrzymałem się pod jej domem. Coś mi tu nie pasowało. Czułem jak włoski na karku stanęły mi dęba. Szybko podszedłem do drzwi. Zadzwoniłem. Bez skutecznie. Spróbowałem jeszcze raz, dodatkowo uderzając pięścią w drzwi. Nikt nie otwierał. Nacisnąłem klamkę. Otwarte... Wchodząc miałem zamiar wołać kogoś z domowników, ale szybko się powstrzymałem. Dom był zdemolowany. Lustro na korytarzu zbite, stoliki powywracane, zdjęcia zrzucone ze ściany, wieszaki pourywane. Przeszdełem do salonu. Stojąc w progu wziąłem głęboki oddech. Kanapa i poduszki były rozprute, pierze walało się wszędzie. Nadepnąłem na coś twardego. Schyliłem się, zobaczyć co to. Książka Shay... Jedno z pierwszych wydań "Romea i Julii". Jeden ze skarbów Shayli. I wtedy to zauważyłem. Książki leżały dookoła. Bezcenne pierwsze wydania, książki, które tak uwielbiała moja dziewczyna leżały wszędzie. Podarte, spalone, podeptane, pocięte. To wyglądało strasznie. Opuściłem salon i skierowałem się do kuchni. Ta nie wyglądała lepiej... Garnki, patelnie, skorupy po naczyniach były rozsypane po całym pomieszczeniu. Lodówka otwarta, jedzenie walało się dookoła niej. Już miałem wyjść, gdy moją uwagę przyciągnęły... nogi.
-PANI GREEN ?- przypadłem do kobiety. Wyglądała okropnie. Twarz miała posiniaczona i napuchniętą, z rany na czole sączyła się krew.
-Jus.. Justin. Zabrali ją. Zabrali moją Shay.- I zemdlała. Przerażony, zadzwoniłem na pogotowie. Siedziałem zszokowany przy kobiecie, zastanawiając się, kto, do cholery, mógł porwać moją dziewczynę.

No więc HEY ! Nie chciałam, żeby to tyle trwało, ale nie miałam za bardzo czasu. I ochoty na wpisywanie całej kartki tekstu w komputer. Ale wreszcie to zrobiłam. Efekty są, jakie są. Na pocieszenie dodam, że nowy rozdział już prawie gotowy. Zła wiadomość jest taka, że to będzie przedostatni. Dobrą wiadomością... A zresztą przekonacie się już wkrótce ;)