Ten rozdział dedykuję SARZE, która cierpliwie na niego czekała. Kocham cię <3
3 tygodnie później
JUSTIN'S POV
-JB, co z tobą? Jesteś jakiś inny.- Jaden zaatakował mnie, gdy tylko wyszedłem ze studia.
-Inny, w jakim sensie ? - spytałem i rzuciłem się na kanapę, nucą Never Say Never. Shayla ma to na dzwonek, więc w ciągu ostatniego miesiąca słyszałem to dość często.
-No... Nie wiem. Wydaje mi się, że pozbierałeś się już po Selenie.
-Ach.- uśmiechnąłem się leniwie.- Ta. Widzisz, w moim życiu pojawiła się pewna dziewczyna...- znów zacząłem nucić. Jaden zrobił dziwną minę.
-No, no... Jaka ona jest ?
-Cudowna. Miła, zabawna, urocza, a kiedy się uśmiecha...
-Kochasz ją ? - przerwał mi. Zadawałem sobie to pytanie tyle razy, że mogłem odpowiedzieć na nie beż zastanowienia.
-Tak. Czułem coś do Seleny, ale ona... Ona jest po prostu inna.
-Powiedziałeś jej to ?- Jaden czasami mnie zaskakiwał. mimo młodego wieku zachowywał się dojrzale.
-Ja... No...- to pytanie było trudniejsze.
-Wiedziałem.
-Która godzina ?- przerwałem temat.
-Koło czwartej.
-Muszę lecieć !- zerwałem się.- Obiecałem, że przyjadę na obiad. Chłopak spojrzał na mnie.
-Uważaj. Złamane serce boli. Chyba już to wiesz.
***
Jaechałem, śpiewając pod nosem. Po chwili kątem oka zauważyłem błysk...
-Oho !-Mruknąłem.-Znaleźliście mnie ? To się pobawimy...-Uśmiechnąłem się szatańsko. Hmmm... -Tesco !- wypowiedziałem na głos myśl, która właśnie mi przyszła do głowy. Roześmiałem się. To Musiało wyglądać dziwnie...
Pojechałem do sklepu na przymuszone zakupy. Hmmm... Może kupię pani Green jakiś prezent ? To powinno ją zaskoczyć... A Shay kupię kwiaty... Chodziaż nie. Wtedy te gnidy pojadą za mną. Czekolada !
I drogie wino ! To jest to. Znów się uśmiechnąłem. Szybko zabrałem zakupy i podszedłem do kasy. Kasjerka patrzyła na mnie jak ciele w malowane wrota. Uśmiechnąłem się, wyjąłem z kieszeni długopis (noszę go w razie czego) i strzeliłem jej podpis na rachunku.
-Paragonu nie trzeba.- O ile to było możliwe uśmiechnąłem się jeszcze bardziej i wyszedłem. Wsiadłem do auta i dyskretnie rozejrzałem się po parkingu udając, że poprawiam lusterka. Stoją tam. Trzy samochody. Ciężko będzie ich zgubić... Zadzwonię do Robba. Był to paparazzi, który pomagał mi unikać innych. Jednocześnie ja co jakiś czas dostarczałem mu świeżych plotek. Taki układ odpowiadał nam obojgu.
-Siema R. Tu JB. Pamiętasz może nasz układ ? Czas na twój ruch. Jestem na przystanku pod Tesco, 20 minut drogi od studia. Dasz radę ?
-Jasne. Selena właśnie jest na siłowni. To ich przyciągnie. Co za to będę miał ?
-Moją dziewczynę. Jako pierwszy przeprowadzisz z nami wspólny wywiad.
-Zgoda.- Rozłączył się. Jego plan zadziałał. Po chwili mogłem spokojnie jechać do Shayli.
Zatrzymałem się pod jej domem. Coś mi tu nie pasowało. Czułem jak włoski na karku stanęły mi dęba. Szybko podszedłem do drzwi. Zadzwoniłem. Bez skutecznie. Spróbowałem jeszcze raz, dodatkowo uderzając pięścią w drzwi. Nikt nie otwierał. Nacisnąłem klamkę. Otwarte... Wchodząc miałem zamiar wołać kogoś z domowników, ale szybko się powstrzymałem. Dom był zdemolowany. Lustro na korytarzu zbite, stoliki powywracane, zdjęcia zrzucone ze ściany, wieszaki pourywane. Przeszdełem do salonu. Stojąc w progu wziąłem głęboki oddech. Kanapa i poduszki były rozprute, pierze walało się wszędzie. Nadepnąłem na coś twardego. Schyliłem się, zobaczyć co to. Książka Shay... Jedno z pierwszych wydań "Romea i Julii". Jeden ze skarbów Shayli. I wtedy to zauważyłem. Książki leżały dookoła. Bezcenne pierwsze wydania, książki, które tak uwielbiała moja dziewczyna leżały wszędzie. Podarte, spalone, podeptane, pocięte. To wyglądało strasznie. Opuściłem salon i skierowałem się do kuchni. Ta nie wyglądała lepiej... Garnki, patelnie, skorupy po naczyniach były rozsypane po całym pomieszczeniu. Lodówka otwarta, jedzenie walało się dookoła niej. Już miałem wyjść, gdy moją uwagę przyciągnęły... nogi.
-PANI GREEN ?- przypadłem do kobiety. Wyglądała okropnie. Twarz miała posiniaczona i napuchniętą, z rany na czole sączyła się krew.
-Jus.. Justin. Zabrali ją. Zabrali moją Shay.- I zemdlała. Przerażony, zadzwoniłem na pogotowie. Siedziałem zszokowany przy kobiecie, zastanawiając się, kto, do cholery, mógł porwać moją dziewczynę.
No więc HEY ! Nie chciałam, żeby to tyle trwało, ale nie miałam za bardzo czasu. I ochoty na wpisywanie całej kartki tekstu w komputer. Ale wreszcie to zrobiłam. Efekty są, jakie są. Na pocieszenie dodam, że nowy rozdział już prawie gotowy. Zła wiadomość jest taka, że to będzie przedostatni. Dobrą wiadomością... A zresztą przekonacie się już wkrótce ;)
Just(in) Love
niedziela, 20 października 2013
środa, 11 września 2013
Just(in) love. Cz. XIX
SHAYLA'S POV
Gdy wyszłam od Lucy, pobiegłam do domu okrężną drogą. Już spokojna weszłam do kuchni.
-Mamo, mogłabym odzyskać telefon ? Proszę.
-Już wróciłaś ? I co z nią ?
-Ja... eee... Jej nie było w domu. Właśnie dlatego chcę komórkę. Muszę sprawdzić gdzie jest. Wiesz, że się o nią martwię.-kiedyś tak zabrnę w kłamstwa, że się z nich nie wyplączę. Ale na razie nie mam wyrzutów sumienia. Na szczęście. Muszę być naprawdę dobrą aktorką, bo mama poszła do swojego pokoju. Po kilku minutach wróciła z moim telefonem w ręce.
-Proszę kochanie. Właściwie możemy uznać, że karę masz cofniętą.-uśmiechnęła się.
-Dziękuję ! Dziękuję!-przytuliłam ja.
-No a teraz mnie puść, muszę kroić ziemniaki na zapiekankę.
-Czy to znaczy, że mogę kogoś zaprosić ?
-No dobrze. A kogo ?
-Eee.. Zobaczysz.- uśmiechnęłam się tajemniczo- Nie wiem, czy będzie miał czas, ale wspominał, że chciałby cię poznać.- Justin nic takiego nigdy nie mówił, ale mama nie musiała tego wiedzieć. Szybko napisałam do niego sms'a:
"Juju, potrzebuję pocieszenia :( Lucy złamała mi serce.
Wejdź drzwiami, mama cofnęła mi karę. xxx"
Po kilku minutach dostałam odpowiedź:
"Już jadę. Co się stało ? xxx"
Gdy zadzwonił dzwonek rzuciłam się do drzwi. Za nimi stał Justin. Nadal nie mogłam uwierzyć, że znam takiego cudownego chłopaka jak on.
-Witaj Shawty. Tęskniłaś ?- jego głos przeszedł w niski, zmysłowy pomruk.
-Ja..yyy...-nie mogłam wykrztusić odpowiedzi. W gardle czułam kluchę. Wzięłam głęboki oddech (bogom niech będą dzięki za psychologów).- Chodź do kuchni, poznasz moją mamę.- złapałam go za rękę i pociągnęłam korytarzem.
-Mamo, to jest Justin. Justin Bieber.-Mama stanęła jak wmurowana. W jednej ręce trzymała ociekającego wodą ziemniaka. Przez kilka sekund wszyscy staliśmy w ciszy. I wtedy Jus się uśmiechnął. Ziemniak wypadł mamie z ręki i z głuchym plaśnięciem uderzył o podłogę. Mama otrząsnęła się z szoku. Pośpiesznie wytarła ręce i podeszłą do chłopaka. Zrobiła coś, czego nikt z nas się nie spodziewał... UŚCISNĘŁA JUSTINA !
-Miło cię poznać. Więc to ty porwałeś moją córkę ?
-S-słucham ?- chłopak otworzył szeroko oczy, jednak mama tylko się roześmiała.
-Idźcie do pokoju Shayli.-uśmiechnęła się-Chcecie jakieś kanapki ?-Oboje pokręciliśmy głowami.-Herbatę ?
-Chętnie- odparł Justin.- Jeśli można to z cytryną.
-Ile słodzisz ?
-Dwie łyżeczki.- Jus szeroko się uśmiechnął. Poszliśmy na górę.
-Witam w moim królestwie- powiedziałam uroczystym tonem i otworzyłam drzwi.
-WOW...Nigdy nie byłem w pokoju, w którym było tak dużo... mnie.- Prawdo podobnie miał rację. Ciemno fioletowe ściany pokryte były zdjęciami, plakatami i artykułami o nim. Na mahoniowych półkach stały perfumy, płyty, filmy, książki i inne gadżety. Fioletowa pościel na ogromnym mahoniowym łóżku, z baldachimem wspartym na czterech kolumienkach, idealnie współgrała z pokojem. W kącie stała naturalnych rozmiarów, kartonowa figura Kidrauhla. Jedynym kolorystycznym kontrastem był żółty laptop na biurku w stylu vintage. Stojąc w drzwiach patrzyłam jak Justin obszedł dookoła pokój, dotykając wybranych przedmiotów. Gdy już zaspokoił swoją ciekawość, bezceremonialnie rzucił się na łóżko.
-Justin !- syknęłam! Może sobie być nie wiadomo kim, ale to było po prostu nie kulturalne.
-Wygodne.- wyszczerzył się lubieżnie. Mogłabym przysiąc, że widziałam obrazy, które powstawały w jego umyśle. Nasze dwa nagie ciała splecione, pod fioletową pościelą. Na samą myśl zrobiło mi się gorąco. Podeszłam do łóżka i próbowałam zepchnąć chłopaka, ale on mnie złapał, przerzucił przez siebie i pochylił nade mną. Zniżył głowę, chcąc mnie pocałować, ale niespodziewane go popchnęłam.
-Mama zaraz z herbatą przyjdzie.- przypomniałam.
-Fakt.- zrobił "smutną" minkę. Usiadł, oparł się o zagłówek i spojrzał na mnie. Siedząc po turecku, na środku łóżka, opowiedziałam mu całą historię.
Hej :) Przepraszam, że nie dodaję regularnie. Miałam zamiar go dodać w weekend, ale niestety nie będzie mnie w domu.
Mam nadzieję, że się podoba :)
Gdy wyszłam od Lucy, pobiegłam do domu okrężną drogą. Już spokojna weszłam do kuchni.
-Mamo, mogłabym odzyskać telefon ? Proszę.
-Już wróciłaś ? I co z nią ?
-Ja... eee... Jej nie było w domu. Właśnie dlatego chcę komórkę. Muszę sprawdzić gdzie jest. Wiesz, że się o nią martwię.-kiedyś tak zabrnę w kłamstwa, że się z nich nie wyplączę. Ale na razie nie mam wyrzutów sumienia. Na szczęście. Muszę być naprawdę dobrą aktorką, bo mama poszła do swojego pokoju. Po kilku minutach wróciła z moim telefonem w ręce.
-Proszę kochanie. Właściwie możemy uznać, że karę masz cofniętą.-uśmiechnęła się.
-Dziękuję ! Dziękuję!-przytuliłam ja.
-No a teraz mnie puść, muszę kroić ziemniaki na zapiekankę.
-Czy to znaczy, że mogę kogoś zaprosić ?
-No dobrze. A kogo ?
-Eee.. Zobaczysz.- uśmiechnęłam się tajemniczo- Nie wiem, czy będzie miał czas, ale wspominał, że chciałby cię poznać.- Justin nic takiego nigdy nie mówił, ale mama nie musiała tego wiedzieć. Szybko napisałam do niego sms'a:
"Juju, potrzebuję pocieszenia :( Lucy złamała mi serce.
Wejdź drzwiami, mama cofnęła mi karę. xxx"
Po kilku minutach dostałam odpowiedź:
"Już jadę. Co się stało ? xxx"
Gdy zadzwonił dzwonek rzuciłam się do drzwi. Za nimi stał Justin. Nadal nie mogłam uwierzyć, że znam takiego cudownego chłopaka jak on.
-Witaj Shawty. Tęskniłaś ?- jego głos przeszedł w niski, zmysłowy pomruk.
-Ja..yyy...-nie mogłam wykrztusić odpowiedzi. W gardle czułam kluchę. Wzięłam głęboki oddech (bogom niech będą dzięki za psychologów).- Chodź do kuchni, poznasz moją mamę.- złapałam go za rękę i pociągnęłam korytarzem.
-Mamo, to jest Justin. Justin Bieber.-Mama stanęła jak wmurowana. W jednej ręce trzymała ociekającego wodą ziemniaka. Przez kilka sekund wszyscy staliśmy w ciszy. I wtedy Jus się uśmiechnął. Ziemniak wypadł mamie z ręki i z głuchym plaśnięciem uderzył o podłogę. Mama otrząsnęła się z szoku. Pośpiesznie wytarła ręce i podeszłą do chłopaka. Zrobiła coś, czego nikt z nas się nie spodziewał... UŚCISNĘŁA JUSTINA !
-Miło cię poznać. Więc to ty porwałeś moją córkę ?
-S-słucham ?- chłopak otworzył szeroko oczy, jednak mama tylko się roześmiała.
-Idźcie do pokoju Shayli.-uśmiechnęła się-Chcecie jakieś kanapki ?-Oboje pokręciliśmy głowami.-Herbatę ?
-Chętnie- odparł Justin.- Jeśli można to z cytryną.
-Ile słodzisz ?
-Dwie łyżeczki.- Jus szeroko się uśmiechnął. Poszliśmy na górę.
-Witam w moim królestwie- powiedziałam uroczystym tonem i otworzyłam drzwi.
-WOW...Nigdy nie byłem w pokoju, w którym było tak dużo... mnie.- Prawdo podobnie miał rację. Ciemno fioletowe ściany pokryte były zdjęciami, plakatami i artykułami o nim. Na mahoniowych półkach stały perfumy, płyty, filmy, książki i inne gadżety. Fioletowa pościel na ogromnym mahoniowym łóżku, z baldachimem wspartym na czterech kolumienkach, idealnie współgrała z pokojem. W kącie stała naturalnych rozmiarów, kartonowa figura Kidrauhla. Jedynym kolorystycznym kontrastem był żółty laptop na biurku w stylu vintage. Stojąc w drzwiach patrzyłam jak Justin obszedł dookoła pokój, dotykając wybranych przedmiotów. Gdy już zaspokoił swoją ciekawość, bezceremonialnie rzucił się na łóżko.
-Justin !- syknęłam! Może sobie być nie wiadomo kim, ale to było po prostu nie kulturalne.
-Wygodne.- wyszczerzył się lubieżnie. Mogłabym przysiąc, że widziałam obrazy, które powstawały w jego umyśle. Nasze dwa nagie ciała splecione, pod fioletową pościelą. Na samą myśl zrobiło mi się gorąco. Podeszłam do łóżka i próbowałam zepchnąć chłopaka, ale on mnie złapał, przerzucił przez siebie i pochylił nade mną. Zniżył głowę, chcąc mnie pocałować, ale niespodziewane go popchnęłam.
-Mama zaraz z herbatą przyjdzie.- przypomniałam.
-Fakt.- zrobił "smutną" minkę. Usiadł, oparł się o zagłówek i spojrzał na mnie. Siedząc po turecku, na środku łóżka, opowiedziałam mu całą historię.
Hej :) Przepraszam, że nie dodaję regularnie. Miałam zamiar go dodać w weekend, ale niestety nie będzie mnie w domu.
Mam nadzieję, że się podoba :)
sobota, 17 sierpnia 2013
Just(in) love. cz. VIII
*tydzień później*
-Mamusiu ?
-Hmm.-Mama obiera ziemniaki. Więc pewnie słucha mnie jednym uchem.
-Mogę iść do Lucy ? Ona mnie potrzebuje.-Obmyśliłam sobie to dokładnie. Użyję tego samego kłamstwa co Kelsley W Dangerze.
-Po co ? Przecież masz karę.
-No ale ją rzucił chłopak. I teraz potrzebuje pocieszenia. Wiesz, zrobił to w najgorszy możliwy sposób : przez esemesa. Nie chcę, zęby znowu zaczęła się ciąć, wiesz, że niedawno z tym zerwała.-Oczy mamy momentalnie stają się większe.
-No to idź. Poczekaj, dam ci pieniądze, kupisz jej coś słodkiego.- Mama wstaje i wyciera ręce. Wręcza mi banknot i całuje w czoło. Szczęśliwa wychodzę z domu. Udało się ! Nie wierzę, że się na to nabrała ! Przecież to było tak naciągane. Szkoda tylko, że nie mam telefonu. Jego niestety nie udało mi się odzyskać. Cóż, zaskoczę Lucy. Po piętnastu minutach, jestem pod jej domem. Drzwi otwiera mi przyjaciółka.
-SHAYLA ?! Co ty tutaj robisz ? Myślałam, że masz karę.
-Amnestia- dumna wchodzę do środka.-Ale muszę skorzystać z łazienki.- I skierowałam swoje kroki ku górze.
-Shay, może lepiej nie ?-Krzyczy za mną Lucy.
-Dlaczego ? Przecież totylko łazienka.- Wzruszam ramionami i wchodzę do środka. W tedy moim oczom ukazuje się osoba, której nie spodziewałam się u mojej przyjaciółki. Christopher Badlake.
Myjący zęby.
Zaczynam krzyczeć.
-LUCY ! CO ON ROBI W TWOJEJ ŁAZIENCE ! WIESZ KIM ON JEST !
-Wiem- mówi cicho Lucy.
-NIE WIERZĘ ! SPOTYKASZ SIĘ Z NIM ! O BOŻE ! NIE ! JA STĄD IDĘ !
Lucy's POV
Chciałam zatrzymać Shaylę, ale mi nie wyszło. Chciałam jej powiedzieć, co on robi w moim domu.
Przygarnęłam Christophera. On nie jest moim chłopakiem.Spotkałam go, kiedy wracałam z pracy. Po szkolę muszę sprzedawać babeczki w cukierni. Był cały zakrwawiony, z rozcięciem na pół uda. Dopadli go wierzyciele. Okazało się, że jest tak zadłużony, że stracił cały majątek, łącznie z domem. Moi rodzice wyjechali do pracy, nie mam rodzeństwa, więc w gruncie rzeczy mogłam go przenocować. Śpi w pokoju gościnnym. Jednak Shay nie dała sobie tego wytłumaczyć.
-Co się stało ? Słyszałem krzyki.-Sprawca całego zamieszania zszedł do salonu.
-Cóż... Shayla cie zobaczyła, zaczęła krzyczeć i obraziła się, nawet nie dając mi czasu na wyjaśnienia.-Chłopak pytająco uniósł brwi.
-Myśli, że ze sobą sypiamy.- Powiedziałam szybko.
-AAAAA. To wiele wyjaśnia. To twoja przyjaciółka. Ale to też dziewczyna Biebera. Mojego byłego przyjaciela, który wystawił mnie do wiatru...
-Słucham ?-Nie wiedziałam nic, o przyjaźni tych dwóch.
-Widzisz, trzyma to w tajemnicy. Nawet jego Beliebers tego nie wiedzą.-Nie mogłam wytrzymać. Kiedy wykrzywił się na słowo Beliebers, spoliczkowałam go. Mocno. Jego głowa odskoczyła, a sam zachwiał się i oparł o stół. Zaskoczony spojrzał na mnie.
-Justin jest moim idolem. A Beliebers jest rodziną. Dlatego jeśli ich obrażasz, możesz się wynosić z tego domu. Dopóki pozwalam ci tu mieszkać, nie chcę słyszeć żadnego obraźliwego słowa na ten temat. Zrozumiano ? - Wciąż trochę zamroczony kiwa głową.
-Dziękuję. Ja idę na zakupy. Jeśli zobaczę, że cokolwiek z tego domu zniknęło gorzko tego pożałujesz.
Długo mnie nie było, ale już jestem. Rozdziały są robione na świeżo, więc nie pojawiają się regularnie. Chcę wam dać coś dobrego, a nie wypociny, które "obiecałam".
Jeśli chcecie być informowani o nowych, piszcie swoje nicki z Twittera, a ja wam będę mówić.
Ciekawe, co teraz będzie z przyjaźnią Shay i Lucy. Nawet ja tego nie wiem ;)
PS. Z tego rozdziału jestem bardzo, ale to bardzo dumna. Udał mi się.
-Mamusiu ?
-Hmm.-Mama obiera ziemniaki. Więc pewnie słucha mnie jednym uchem.
-Mogę iść do Lucy ? Ona mnie potrzebuje.-Obmyśliłam sobie to dokładnie. Użyję tego samego kłamstwa co Kelsley W Dangerze.
-Po co ? Przecież masz karę.
-No ale ją rzucił chłopak. I teraz potrzebuje pocieszenia. Wiesz, zrobił to w najgorszy możliwy sposób : przez esemesa. Nie chcę, zęby znowu zaczęła się ciąć, wiesz, że niedawno z tym zerwała.-Oczy mamy momentalnie stają się większe.
-No to idź. Poczekaj, dam ci pieniądze, kupisz jej coś słodkiego.- Mama wstaje i wyciera ręce. Wręcza mi banknot i całuje w czoło. Szczęśliwa wychodzę z domu. Udało się ! Nie wierzę, że się na to nabrała ! Przecież to było tak naciągane. Szkoda tylko, że nie mam telefonu. Jego niestety nie udało mi się odzyskać. Cóż, zaskoczę Lucy. Po piętnastu minutach, jestem pod jej domem. Drzwi otwiera mi przyjaciółka.
-SHAYLA ?! Co ty tutaj robisz ? Myślałam, że masz karę.
-Amnestia- dumna wchodzę do środka.-Ale muszę skorzystać z łazienki.- I skierowałam swoje kroki ku górze.
-Shay, może lepiej nie ?-Krzyczy za mną Lucy.
-Dlaczego ? Przecież totylko łazienka.- Wzruszam ramionami i wchodzę do środka. W tedy moim oczom ukazuje się osoba, której nie spodziewałam się u mojej przyjaciółki. Christopher Badlake.
Myjący zęby.
Zaczynam krzyczeć.
-LUCY ! CO ON ROBI W TWOJEJ ŁAZIENCE ! WIESZ KIM ON JEST !
-Wiem- mówi cicho Lucy.
-NIE WIERZĘ ! SPOTYKASZ SIĘ Z NIM ! O BOŻE ! NIE ! JA STĄD IDĘ !
Lucy's POV
Chciałam zatrzymać Shaylę, ale mi nie wyszło. Chciałam jej powiedzieć, co on robi w moim domu.
Przygarnęłam Christophera. On nie jest moim chłopakiem.Spotkałam go, kiedy wracałam z pracy. Po szkolę muszę sprzedawać babeczki w cukierni. Był cały zakrwawiony, z rozcięciem na pół uda. Dopadli go wierzyciele. Okazało się, że jest tak zadłużony, że stracił cały majątek, łącznie z domem. Moi rodzice wyjechali do pracy, nie mam rodzeństwa, więc w gruncie rzeczy mogłam go przenocować. Śpi w pokoju gościnnym. Jednak Shay nie dała sobie tego wytłumaczyć.
-Co się stało ? Słyszałem krzyki.-Sprawca całego zamieszania zszedł do salonu.
-Cóż... Shayla cie zobaczyła, zaczęła krzyczeć i obraziła się, nawet nie dając mi czasu na wyjaśnienia.-Chłopak pytająco uniósł brwi.
-Myśli, że ze sobą sypiamy.- Powiedziałam szybko.
-AAAAA. To wiele wyjaśnia. To twoja przyjaciółka. Ale to też dziewczyna Biebera. Mojego byłego przyjaciela, który wystawił mnie do wiatru...
-Słucham ?-Nie wiedziałam nic, o przyjaźni tych dwóch.
-Widzisz, trzyma to w tajemnicy. Nawet jego Beliebers tego nie wiedzą.-Nie mogłam wytrzymać. Kiedy wykrzywił się na słowo Beliebers, spoliczkowałam go. Mocno. Jego głowa odskoczyła, a sam zachwiał się i oparł o stół. Zaskoczony spojrzał na mnie.
-Justin jest moim idolem. A Beliebers jest rodziną. Dlatego jeśli ich obrażasz, możesz się wynosić z tego domu. Dopóki pozwalam ci tu mieszkać, nie chcę słyszeć żadnego obraźliwego słowa na ten temat. Zrozumiano ? - Wciąż trochę zamroczony kiwa głową.
-Dziękuję. Ja idę na zakupy. Jeśli zobaczę, że cokolwiek z tego domu zniknęło gorzko tego pożałujesz.
Długo mnie nie było, ale już jestem. Rozdziały są robione na świeżo, więc nie pojawiają się regularnie. Chcę wam dać coś dobrego, a nie wypociny, które "obiecałam".
Jeśli chcecie być informowani o nowych, piszcie swoje nicki z Twittera, a ja wam będę mówić.
Ciekawe, co teraz będzie z przyjaźnią Shay i Lucy. Nawet ja tego nie wiem ;)
PS. Z tego rozdziału jestem bardzo, ale to bardzo dumna. Udał mi się.
niedziela, 7 lipca 2013
Just(in) love. VII
Przepraszam za przerwę, mam nadzieję, że się spodoba :)Przepraszam za błędy, ale nie chce mi się poprawiać.
Shay i Juju siedzą w jego aucie pod jej domem.
-Shay, jeśli chcesz możemy to skończyć. Pismaki jeszcze cię nie znalazły. Możesz wrócić do swojego normalnego życia.
-NIE !!!-mój protest an propozycję Justina jest trochę zbyt gwałtowny.- To znaczy... Ja... Moje życie nigdy nie było tak ciekawe. A poza tym nie mogłabym zapomnieć. Nigdy !- zaczynam się plątać. I wtedy w moim głosie pojawia się rosyjski akcent. Zawsze tak jest, kiedy się zdenerwuję. Nienawidzę tego ! Przez pięć lat mieszkałam w tym kraju. Uspokajam sie i biorę głęboki oddech, tak jak radził mi psycholog. Widzę, że chłopak jest zainteresowany obcym brzmieniem mojego głosu, ale o nic nie pyta.
-Muszę już iść.- szepczę, już bez naleciałości.
-Oczywiście- Justin uśmiecha się tym swoim szelmowskim uśmieszkiem. Pochyla się i czule mnie całuje. To jest takie... inne. Diametralnie różni się od tego co robiliśmy wcześniej. Po chwili Juju odsuwa się kawałeczek.
-Kiedy dzisiaj po ciebie jechałem, bałem się, że jest już za późno... Ze Christopher cię... zgwałcił.- szłyszę jego zdławiony szept.- Shay, obiecaj, że będziesz uważać.- trzyma moją twarz w dłoniach, a jego oczy mnie hipnotyzują.
-SHAYLO ISABELLO GREEN ! W TEJ CHWILI DO DOMU !- moja mama stoi na ganku. Wyskakuję z auta, jakby się paliło. Pędząc w stronę domu słyszę cichy śmiech Biebsa.
Siedzę w kuchni i czekam, aż mama skończy wykład.
-Młoda damo, nie rozumiem twojego zachowania. Najpierw znikasz na cały dzień, nie odbierasz telefonu, a potem całujesz się z jakimś chłopakiem w skandalicznie drogim aucie.
-Ale, mamooo...-próbuję zaprotestować.
-Cicho ! Masz karę. Przez tydzień nie opuszczasz domu. Wracasz zaraz po szkole.- spuszczam wzrok.
-Shay, tyle czasu mieszkałyśmy w Rosji. Chcesz tam wrócić ? Dobrze wiesz co się stanie, jeśli nas na czymś przyłapią.- Ah tak. Oni. Wiem tylko, że to dzięki nim mozemy być w USA.
-Nie, nie chcę.- szepczę i zrezygnowana wlokę się do pokoju.
Shay i Juju siedzą w jego aucie pod jej domem.
-Shay, jeśli chcesz możemy to skończyć. Pismaki jeszcze cię nie znalazły. Możesz wrócić do swojego normalnego życia.
-NIE !!!-mój protest an propozycję Justina jest trochę zbyt gwałtowny.- To znaczy... Ja... Moje życie nigdy nie było tak ciekawe. A poza tym nie mogłabym zapomnieć. Nigdy !- zaczynam się plątać. I wtedy w moim głosie pojawia się rosyjski akcent. Zawsze tak jest, kiedy się zdenerwuję. Nienawidzę tego ! Przez pięć lat mieszkałam w tym kraju. Uspokajam sie i biorę głęboki oddech, tak jak radził mi psycholog. Widzę, że chłopak jest zainteresowany obcym brzmieniem mojego głosu, ale o nic nie pyta.
-Muszę już iść.- szepczę, już bez naleciałości.
-Oczywiście- Justin uśmiecha się tym swoim szelmowskim uśmieszkiem. Pochyla się i czule mnie całuje. To jest takie... inne. Diametralnie różni się od tego co robiliśmy wcześniej. Po chwili Juju odsuwa się kawałeczek.
-Kiedy dzisiaj po ciebie jechałem, bałem się, że jest już za późno... Ze Christopher cię... zgwałcił.- szłyszę jego zdławiony szept.- Shay, obiecaj, że będziesz uważać.- trzyma moją twarz w dłoniach, a jego oczy mnie hipnotyzują.
-SHAYLO ISABELLO GREEN ! W TEJ CHWILI DO DOMU !- moja mama stoi na ganku. Wyskakuję z auta, jakby się paliło. Pędząc w stronę domu słyszę cichy śmiech Biebsa.
Siedzę w kuchni i czekam, aż mama skończy wykład.
-Młoda damo, nie rozumiem twojego zachowania. Najpierw znikasz na cały dzień, nie odbierasz telefonu, a potem całujesz się z jakimś chłopakiem w skandalicznie drogim aucie.
-Ale, mamooo...-próbuję zaprotestować.
-Cicho ! Masz karę. Przez tydzień nie opuszczasz domu. Wracasz zaraz po szkole.- spuszczam wzrok.
-Shay, tyle czasu mieszkałyśmy w Rosji. Chcesz tam wrócić ? Dobrze wiesz co się stanie, jeśli nas na czymś przyłapią.- Ah tak. Oni. Wiem tylko, że to dzięki nim mozemy być w USA.
-Nie, nie chcę.- szepczę i zrezygnowana wlokę się do pokoju.
środa, 5 czerwca 2013
Just(in) Love. cz. VI
Szybko dodałam nowy rozdzialik, ale miałam wenę. Na religii nawiasem mówiąc. Takie sceny... ;)
-SHAY ? Co z tobą ?! Jesteś cała ?- Lucy zasypuje mnie pytaniami.
-Nie, nie. Nic mi nie jest. Tylko...-spoglądam a Justina. Opiera się o ścianę, a na jego ustach pojawia się uśmieszek.-Lu, pogadamy później, okey ?
-Dobrze.-moja przyjaciółka chyba rozumie o co chodzi.-Trzymaj się, kochana.
-Jasne, pa.-rozłączam się i odwracam w stronę chłopaka.
-Justin, ja... Naprawdę cię lubię. Nie jako Biebera, ale jako zwykłego chłopaka.-Jego brązowe oczy lustrują mnie uważnie. Jest w nich coś takiego... To chyba pożądanie. Robi mi się gorąco.
-Pragniesz mnie.-jego głos jest niski i ochrypły.- Wiem o tym.- robię się czerwona, ale nie zaprzeczam. Na prawdę tak jest. Wie co całe moje ciało. Rozkoszny ból w dole brzucha, gorąco,trzęsące się nogi, zawroty głowy. Juju ma rację...
-Wracajmy już.- z trudem próbuję zmienić temat. Kidrauhl obejmuje mnie ramieniem i śmieje się głośno. Potem ciągnie mnie w sobie tylko znaną stronę.
-Zostawiłem tam samochód.- wyjaśnia, widząc moje zaskoczone spojrzenie.
*********************************************
Zatrzymujemy się przy aucie. Justin odwraca mnie w swoją stronę i lekko popycha do tyłu, aż opieram się o samochód. Nie mogę oderwać oczu od jego pięknej twarzy. Jego palce muskają mój policzek. Palec wskazujący dotyka kącika moich ust. Bezwiednie je rozchylam. Chłopak kontynuuje wędrówkę. Dociera do małego wgłębienia na środku dolnej wargi. Ciągle spoglądając mi w oczy wsuwa palec do moich ust. Początkowo się waham, jednak sekundę później obejmuję go wargami i lekko ssę. Z jego gardła wydobywa się chrapliwy jęk. W odpowiedzi przygryzam opuszek.
-Cholera, Shayla ! - warczy przez zęby. Wypuszczam jego palec z ust. Przyciąga mnie do siebie i zaczyna całować. Właściwie to bardziej mnie pożera. Jego wargi miażdżą moje. Jego ręce ześlizgują się na ramiona, przesuwają wzdłuż tali, dotykają pośladków. W końcu łapie mnie za biodra i podnosi do góry. Owijam nogi wokół jego pasa i wyraźnie czuję wybrzuszenie w jego spodniach. Nagle, tuż obok nas przejeżdża samochód! To mnie wybudza.
-JUSTIN ! KTOŚ NAS MOŻE ZOBACZYĆ !- zaskakuję na ziemię i prawie biegnę do drzwi pasażera.
-SHAY ? Co z tobą ?! Jesteś cała ?- Lucy zasypuje mnie pytaniami.
-Nie, nie. Nic mi nie jest. Tylko...-spoglądam a Justina. Opiera się o ścianę, a na jego ustach pojawia się uśmieszek.-Lu, pogadamy później, okey ?
-Dobrze.-moja przyjaciółka chyba rozumie o co chodzi.-Trzymaj się, kochana.
-Jasne, pa.-rozłączam się i odwracam w stronę chłopaka.
-Justin, ja... Naprawdę cię lubię. Nie jako Biebera, ale jako zwykłego chłopaka.-Jego brązowe oczy lustrują mnie uważnie. Jest w nich coś takiego... To chyba pożądanie. Robi mi się gorąco.
-Pragniesz mnie.-jego głos jest niski i ochrypły.- Wiem o tym.- robię się czerwona, ale nie zaprzeczam. Na prawdę tak jest. Wie co całe moje ciało. Rozkoszny ból w dole brzucha, gorąco,trzęsące się nogi, zawroty głowy. Juju ma rację...
-Wracajmy już.- z trudem próbuję zmienić temat. Kidrauhl obejmuje mnie ramieniem i śmieje się głośno. Potem ciągnie mnie w sobie tylko znaną stronę.
-Zostawiłem tam samochód.- wyjaśnia, widząc moje zaskoczone spojrzenie.
*********************************************
Zatrzymujemy się przy aucie. Justin odwraca mnie w swoją stronę i lekko popycha do tyłu, aż opieram się o samochód. Nie mogę oderwać oczu od jego pięknej twarzy. Jego palce muskają mój policzek. Palec wskazujący dotyka kącika moich ust. Bezwiednie je rozchylam. Chłopak kontynuuje wędrówkę. Dociera do małego wgłębienia na środku dolnej wargi. Ciągle spoglądając mi w oczy wsuwa palec do moich ust. Początkowo się waham, jednak sekundę później obejmuję go wargami i lekko ssę. Z jego gardła wydobywa się chrapliwy jęk. W odpowiedzi przygryzam opuszek.
-Cholera, Shayla ! - warczy przez zęby. Wypuszczam jego palec z ust. Przyciąga mnie do siebie i zaczyna całować. Właściwie to bardziej mnie pożera. Jego wargi miażdżą moje. Jego ręce ześlizgują się na ramiona, przesuwają wzdłuż tali, dotykają pośladków. W końcu łapie mnie za biodra i podnosi do góry. Owijam nogi wokół jego pasa i wyraźnie czuję wybrzuszenie w jego spodniach. Nagle, tuż obok nas przejeżdża samochód! To mnie wybudza.
-JUSTIN ! KTOŚ NAS MOŻE ZOBACZYĆ !- zaskakuję na ziemię i prawie biegnę do drzwi pasażera.
wtorek, 4 czerwca 2013
Just(in) Love. cz.V
Okej, okej :) Następna część ;D Znowu dziękuję Asi za pomoc (wiem, że tego nie chcesz ;p) Mam nadzieję, że się spodoba :D Za ewentualne błędy przepraszam.
A więc to taki miał plan. Justin zabrał nas do jakiegoś klubu i zostawił w środku, a sam się ulotnił. Siedzimy teraz, otoczone jego fankami... Próbują wyciągnąć od nas jego numer. Jest ciężko. Czuję się jakby polowały na mnie hieny.
-JAK ON ŚMIAŁ!- Lucy w końcu wybucha. Łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę wyjścia. Jednak moja dłoń wyślizguje się z jej spoconego uścisku. Gubię ją w tłumie. Nagle czuję ciężka dłoń na ramieniu. Podnoszę wzrok. Przede mną stoi wysoki chłopak. Szczerzy zęby w niezbyt miłym uśmiechu. Ogarnia mnie panika. Próbuję się wyrwać jednak nie bardzo mi to wychodzi. Facet wywleka mnie na zewnątrz. Zaczynam krzyczeć, a on natychmiast zatyka mi usta dłonią. Gryzę go. W odpowiedzi dostaje oszołamiający cios w głowę. Tracę przytomność. Budzę się w tym samym momencie, w którym porywacz zatrzymuje auto. Wyciąga mnie i stawia obok pojazdu.
-No księżniczko. Słyszałem, że jesteś dziewczyną Justina Biebera. To dobrze. Dostanę za ciebie niezły okup.- patrzę na niego wściekłym wzrokiem.
-Co się stało z twoim głosikiem ptaszyno ?- nadal milczę.- No dobra. Mogę się z tobą zabawić nawet bez dźwięku.- jego ręka ląduje na mojej piersi. Już otwieram usta, żeby wrzasnąć, kiedy rozlega się mroźny głos:
-Nie radziłbym ci jej dotykać, Christopher.- TO JUSTIN !!! Wyrywam się prześladowcy i rzucam Juju w ramiona. Chłopak zagarnia mnie za siebie.
-Pff. Bieber. Przyszedłeś bronić swojej laluni ?- spluwa w bok.
-Nie uderzę cię tylko ze względu na to co było między nami.- Christopher spgląda na Jusa i wchodzi do auta. Kidrauhl jeszcz długo patrzy w stronę w którą odjechał.
Justin siada na krawężniku i chowa twarz w dłoniach. To dziwne. Pierwszy raz widze go takiego. Jest wyraźnie przybity. Po chwili wahania siadam koło niego. Kilka minut później chłopak się odzywa:
-To był Christopher Badlake. W dzieciństwie byliśmy nierozłączni. Aż do czasu mojej sławy. Kiedy zacząłem zbijać kasę, Chris się ode mnie odwrócił. Chyba myślał, ze skoro mam pieniądze, to jestem dupkiem. Zawsze robiliśmy sobie jaja z takich ludzi. On chyba myśli, że się zmieniłem. A to on się zmienił. Niegdy nie był taki... zły. - widzę łzy w jego oczach !
-Boże Justin...- tylko na wypowiedzenie tych dwóch słów, wystarczy mi czasu. Juju przyciąga mnie do siebie i czule całuje. Momentalnie zaplatam ręce na jego karku.
-Shayla.- jego głos jest ochrypły. Przypiera mnie do ściany, a jego ręce są wszędzie. Po jakimś czasie, Jus mnie tylko przytula.
-Shawty ?
-Hmm ?- jestem jeszcze oszołomiona.
-Nie zostawiaj mnie, proszę.- szepcze. Zapiera mi dech w piersiach.
-Ja.. Justin...- w tym momencie dzwoni telefon.- To Lucy. Przepraszam Jus, muszę odebrać.
A więc to taki miał plan. Justin zabrał nas do jakiegoś klubu i zostawił w środku, a sam się ulotnił. Siedzimy teraz, otoczone jego fankami... Próbują wyciągnąć od nas jego numer. Jest ciężko. Czuję się jakby polowały na mnie hieny.
-JAK ON ŚMIAŁ!- Lucy w końcu wybucha. Łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę wyjścia. Jednak moja dłoń wyślizguje się z jej spoconego uścisku. Gubię ją w tłumie. Nagle czuję ciężka dłoń na ramieniu. Podnoszę wzrok. Przede mną stoi wysoki chłopak. Szczerzy zęby w niezbyt miłym uśmiechu. Ogarnia mnie panika. Próbuję się wyrwać jednak nie bardzo mi to wychodzi. Facet wywleka mnie na zewnątrz. Zaczynam krzyczeć, a on natychmiast zatyka mi usta dłonią. Gryzę go. W odpowiedzi dostaje oszołamiający cios w głowę. Tracę przytomność. Budzę się w tym samym momencie, w którym porywacz zatrzymuje auto. Wyciąga mnie i stawia obok pojazdu.
-No księżniczko. Słyszałem, że jesteś dziewczyną Justina Biebera. To dobrze. Dostanę za ciebie niezły okup.- patrzę na niego wściekłym wzrokiem.
-Co się stało z twoim głosikiem ptaszyno ?- nadal milczę.- No dobra. Mogę się z tobą zabawić nawet bez dźwięku.- jego ręka ląduje na mojej piersi. Już otwieram usta, żeby wrzasnąć, kiedy rozlega się mroźny głos:
-Nie radziłbym ci jej dotykać, Christopher.- TO JUSTIN !!! Wyrywam się prześladowcy i rzucam Juju w ramiona. Chłopak zagarnia mnie za siebie.
-Pff. Bieber. Przyszedłeś bronić swojej laluni ?- spluwa w bok.
-Nie uderzę cię tylko ze względu na to co było między nami.- Christopher spgląda na Jusa i wchodzi do auta. Kidrauhl jeszcz długo patrzy w stronę w którą odjechał.
Justin siada na krawężniku i chowa twarz w dłoniach. To dziwne. Pierwszy raz widze go takiego. Jest wyraźnie przybity. Po chwili wahania siadam koło niego. Kilka minut później chłopak się odzywa:
-To był Christopher Badlake. W dzieciństwie byliśmy nierozłączni. Aż do czasu mojej sławy. Kiedy zacząłem zbijać kasę, Chris się ode mnie odwrócił. Chyba myślał, ze skoro mam pieniądze, to jestem dupkiem. Zawsze robiliśmy sobie jaja z takich ludzi. On chyba myśli, że się zmieniłem. A to on się zmienił. Niegdy nie był taki... zły. - widzę łzy w jego oczach !
-Boże Justin...- tylko na wypowiedzenie tych dwóch słów, wystarczy mi czasu. Juju przyciąga mnie do siebie i czule całuje. Momentalnie zaplatam ręce na jego karku.
-Shayla.- jego głos jest ochrypły. Przypiera mnie do ściany, a jego ręce są wszędzie. Po jakimś czasie, Jus mnie tylko przytula.
-Shawty ?
-Hmm ?- jestem jeszcze oszołomiona.
-Nie zostawiaj mnie, proszę.- szepcze. Zapiera mi dech w piersiach.
-Ja.. Justin...- w tym momencie dzwoni telefon.- To Lucy. Przepraszam Jus, muszę odebrać.
![]() |
| Christopher Badlake- 19 lat, były najlepszy przyjaciel Justina. |
piątek, 31 maja 2013
Just(in) Love - cz. IV
Hejka. Następny rozdzialik. Dziękuję Asi/Angelice za pomoc w ubraniu Shayli ^^
-Shayla! Wstawaj!-Otwieram oko i widzę nad sobą uśmiechniętą Lucy. Odwracam się do niej plecami i zakrywam głowę kołdrą.
-Pobudka,już dziewiąta.-przyjaciółka nie daje za wygraną.
-Pieprz się.-mamroczę pod nosem.Słyszę szuranie i już mam nadzieję, że da mi spokój kiedy nagle czuję jak zrywa ze mnie kołdrę.
-LUCY !- Zrywam się na równe nogi. Patrzę na nią i po chwili obie się śmiejemy.
- No dobra Justin przyjeżdża za dwie godziny, musimy cię zrobić na bóstwo.
-Jesteś kochana, wiesz ?-przytulam ją.
-Wiem.A teraz pod prysznic !
Wyszorowana, wysmarowana kremami siedzę i czekam aż Lu wyprostuje mi włosy.
-Viola !-kończy ostanie pasemko.Zakłada mi biała bandamkę i wiąże ja rogami na czubku głowy.Wręcza mi legginsy z flagą UK i biała bluzę z napisem swag. Posłusznie wszystko zakładam i siadam z powrotem na krzesełko. Teraz czas na makijaż.Delikatny smoke eyes, trochę pudru i gotowe. Wtedy dzwoni dzwonek do drzwi.
-TO ON !- Lucy zrywa się na równe nogi.Łapię ja za ramiona i sadzam na krześle.
-Ja otworzę.-podchodzę do drzwi i otwieram je. Za nimi stoi (a jakżeby inaczej) Justin.
-Cze-eść.-zacinam się trochę na jego widok. Ciężko będzie mi do tego przywyknąć.
-Wyglądasz nieziemsko shawty.-jego wzrok wędruje w dół i uśmiecha się. Na mojej twarzy pojawia się rumieniec. Dobrze wiem na co patrzy! Na moje kapciuszki-osiołki.
-Wejdziesz ?-próbuję odwrócić jego uwagę. Wchodzi do środka, a po drodze muska mój policzek palcami.
-Lubię kiedy się rumienisz.-Stoję na korytarzu jeszcze chwilkę, a do moich uszu dociera jego cichy śmiech. Po chwili otrząsam się i pędzę za nim w kierunku salonu.
-U-usiądź na kanapie pójdę po Lucy.-wymykam się z pokoju jak najszybciej. Kiedy jestem z nim brakuje mi słów.Pędzę do łazienki, gdzie zastaję Lu w takiej samej pozycji w jakiej ją zostawiłam.
-Gotowa ?- przyjaciółka kiwa głową.-Tylko proszę nie rzucaj się na niego.-uśmiecham się do niej pokrzepiająco. Wstajemy i idziemy do salonu.
-Lucy, to Justin Bieber.-uważnie ja obserwuję. Tak jak obiecała nie rzuciła się na niego. Bogu dzięki.
-Cześć.-uśmiecha się do niego. Przyjęła jego obecność lepiej niż ja.
-Cześć swaggy.-"mój" chłopak wyciąga coś zza pleców. To płyta ! My World 2.0, której Lu nie ma. Mówiłam o tym Justinowi.- To dla ciebie.- uśmiecha się i wręcza jej pudełko z podpisem. W tym momencie całe opanowanie dziewczyny znika. Ze łzami w oczach rzuca się idolowi w ramiona. Uśmiecham się zachwycona tym obrazkiem. Wtedy Justin ją puszcza i patrzy na mnie.
-To co jedziemy ?- kiwam głową.-Tylko zmień buty.Rzucam w niego ochydną figurka UFO, która stoi na stoliku obok. Jednak uchyla się a figurka rozpryskuje się w drobny mak. Wszyscy patrzymy na skorupki na podłodze.
-I tak nikt jej nie lubił.-Lucy, zawsze wie co powiedzieć. Wstaję i idę przebrać buty. Wciągam na nogi moje ukochane conversy z ćwiekami.
-Jestem gotowa !- krzyczę w stronę salonu. Wychodzi z niego Biebs.
-No od razu lepiej, shawty.- znowu się czerwienię.- Swaggy chodź.
STRÓJ SHAYLI (nie mogłam sie powstrzymać ^^):
-Shayla! Wstawaj!-Otwieram oko i widzę nad sobą uśmiechniętą Lucy. Odwracam się do niej plecami i zakrywam głowę kołdrą.
-Pobudka,już dziewiąta.-przyjaciółka nie daje za wygraną.
-Pieprz się.-mamroczę pod nosem.Słyszę szuranie i już mam nadzieję, że da mi spokój kiedy nagle czuję jak zrywa ze mnie kołdrę.
-LUCY !- Zrywam się na równe nogi. Patrzę na nią i po chwili obie się śmiejemy.
- No dobra Justin przyjeżdża za dwie godziny, musimy cię zrobić na bóstwo.
-Jesteś kochana, wiesz ?-przytulam ją.
-Wiem.A teraz pod prysznic !
Wyszorowana, wysmarowana kremami siedzę i czekam aż Lu wyprostuje mi włosy.
-Viola !-kończy ostanie pasemko.Zakłada mi biała bandamkę i wiąże ja rogami na czubku głowy.Wręcza mi legginsy z flagą UK i biała bluzę z napisem swag. Posłusznie wszystko zakładam i siadam z powrotem na krzesełko. Teraz czas na makijaż.Delikatny smoke eyes, trochę pudru i gotowe. Wtedy dzwoni dzwonek do drzwi.
-TO ON !- Lucy zrywa się na równe nogi.Łapię ja za ramiona i sadzam na krześle.
-Ja otworzę.-podchodzę do drzwi i otwieram je. Za nimi stoi (a jakżeby inaczej) Justin.
-Cze-eść.-zacinam się trochę na jego widok. Ciężko będzie mi do tego przywyknąć.
-Wyglądasz nieziemsko shawty.-jego wzrok wędruje w dół i uśmiecha się. Na mojej twarzy pojawia się rumieniec. Dobrze wiem na co patrzy! Na moje kapciuszki-osiołki.
-Wejdziesz ?-próbuję odwrócić jego uwagę. Wchodzi do środka, a po drodze muska mój policzek palcami.
-Lubię kiedy się rumienisz.-Stoję na korytarzu jeszcze chwilkę, a do moich uszu dociera jego cichy śmiech. Po chwili otrząsam się i pędzę za nim w kierunku salonu.
-U-usiądź na kanapie pójdę po Lucy.-wymykam się z pokoju jak najszybciej. Kiedy jestem z nim brakuje mi słów.Pędzę do łazienki, gdzie zastaję Lu w takiej samej pozycji w jakiej ją zostawiłam.
-Gotowa ?- przyjaciółka kiwa głową.-Tylko proszę nie rzucaj się na niego.-uśmiecham się do niej pokrzepiająco. Wstajemy i idziemy do salonu.
-Lucy, to Justin Bieber.-uważnie ja obserwuję. Tak jak obiecała nie rzuciła się na niego. Bogu dzięki.
-Cześć.-uśmiecha się do niego. Przyjęła jego obecność lepiej niż ja.
-Cześć swaggy.-"mój" chłopak wyciąga coś zza pleców. To płyta ! My World 2.0, której Lu nie ma. Mówiłam o tym Justinowi.- To dla ciebie.- uśmiecha się i wręcza jej pudełko z podpisem. W tym momencie całe opanowanie dziewczyny znika. Ze łzami w oczach rzuca się idolowi w ramiona. Uśmiecham się zachwycona tym obrazkiem. Wtedy Justin ją puszcza i patrzy na mnie.
-To co jedziemy ?- kiwam głową.-Tylko zmień buty.Rzucam w niego ochydną figurka UFO, która stoi na stoliku obok. Jednak uchyla się a figurka rozpryskuje się w drobny mak. Wszyscy patrzymy na skorupki na podłodze.
-I tak nikt jej nie lubił.-Lucy, zawsze wie co powiedzieć. Wstaję i idę przebrać buty. Wciągam na nogi moje ukochane conversy z ćwiekami.
-Jestem gotowa !- krzyczę w stronę salonu. Wychodzi z niego Biebs.
-No od razu lepiej, shawty.- znowu się czerwienię.- Swaggy chodź.
STRÓJ SHAYLI (nie mogłam sie powstrzymać ^^):
![]() |
Subskrybuj:
Posty (Atom)



