niedziela, 20 października 2013

Just(in) Love. Cz.X

Ten rozdział dedykuję SARZE, która cierpliwie na niego czekała. Kocham cię <3
3 tygodnie później
JUSTIN'S POV
-JB, co z tobą? Jesteś jakiś inny.- Jaden zaatakował mnie, gdy tylko wyszedłem ze studia.
-Inny, w jakim sensie ? - spytałem i rzuciłem się na kanapę, nucą Never Say Never. Shayla ma to na dzwonek, więc w ciągu ostatniego miesiąca słyszałem to dość często.
-No... Nie wiem. Wydaje mi się, że pozbierałeś się już po Selenie.
-Ach.- uśmiechnąłem się leniwie.- Ta. Widzisz, w moim życiu pojawiła się pewna dziewczyna...- znów zacząłem nucić. Jaden zrobił dziwną minę.
-No, no... Jaka ona jest ?
-Cudowna. Miła, zabawna, urocza, a kiedy się uśmiecha...
-Kochasz ją ? - przerwał mi. Zadawałem sobie to pytanie tyle razy, że mogłem odpowiedzieć na nie beż zastanowienia.
-Tak. Czułem coś do Seleny, ale ona... Ona jest po prostu inna.
-Powiedziałeś jej to ?- Jaden czasami mnie zaskakiwał. mimo młodego wieku zachowywał się dojrzale.
-Ja... No...- to pytanie było trudniejsze.
-Wiedziałem.
-Która godzina ?- przerwałem temat.
-Koło czwartej.
-Muszę lecieć !- zerwałem się.- Obiecałem, że przyjadę na obiad. Chłopak spojrzał na mnie.
-Uważaj. Złamane serce boli. Chyba już to wiesz.
   ***
Jaechałem, śpiewając pod nosem. Po chwili kątem oka zauważyłem błysk...
-Oho !-Mruknąłem.-Znaleźliście mnie ? To się pobawimy...-Uśmiechnąłem się szatańsko. Hmmm... -Tesco !- wypowiedziałem na głos myśl, która właśnie mi przyszła do głowy. Roześmiałem się. To Musiało wyglądać dziwnie...
Pojechałem do sklepu na przymuszone zakupy. Hmmm... Może kupię pani Green jakiś prezent ? To powinno ją zaskoczyć... A Shay kupię kwiaty... Chodziaż nie. Wtedy te gnidy pojadą za mną. Czekolada !
I drogie wino ! To jest to. Znów się uśmiechnąłem. Szybko zabrałem zakupy i podszedłem do kasy. Kasjerka patrzyła na mnie jak ciele w malowane wrota. Uśmiechnąłem się, wyjąłem z kieszeni długopis (noszę go w razie czego) i strzeliłem jej podpis na rachunku.
-Paragonu nie trzeba.- O ile to było możliwe uśmiechnąłem się jeszcze bardziej i wyszedłem. Wsiadłem do auta i dyskretnie rozejrzałem się po parkingu udając, że poprawiam lusterka. Stoją tam. Trzy samochody. Ciężko będzie ich zgubić... Zadzwonię do Robba. Był to paparazzi, który pomagał mi unikać innych. Jednocześnie ja co jakiś czas dostarczałem mu świeżych plotek. Taki układ odpowiadał nam obojgu.
-Siema R. Tu JB. Pamiętasz może nasz układ ? Czas na twój ruch. Jestem na przystanku pod Tesco, 20 minut drogi od studia. Dasz radę ?
-Jasne. Selena właśnie jest na siłowni. To ich przyciągnie. Co za to będę miał ?
-Moją dziewczynę. Jako pierwszy przeprowadzisz z nami wspólny wywiad.
-Zgoda.- Rozłączył się. Jego plan zadziałał. Po chwili mogłem spokojnie jechać do Shayli.
Zatrzymałem się pod jej domem. Coś mi tu nie pasowało. Czułem jak włoski na karku stanęły mi dęba. Szybko podszedłem do drzwi. Zadzwoniłem. Bez skutecznie. Spróbowałem jeszcze raz, dodatkowo uderzając pięścią w drzwi. Nikt nie otwierał. Nacisnąłem klamkę. Otwarte... Wchodząc miałem zamiar wołać kogoś z domowników, ale szybko się powstrzymałem. Dom był zdemolowany. Lustro na korytarzu zbite, stoliki powywracane, zdjęcia zrzucone ze ściany, wieszaki pourywane. Przeszdełem do salonu. Stojąc w progu wziąłem głęboki oddech. Kanapa i poduszki były rozprute, pierze walało się wszędzie. Nadepnąłem na coś twardego. Schyliłem się, zobaczyć co to. Książka Shay... Jedno z pierwszych wydań "Romea i Julii". Jeden ze skarbów Shayli. I wtedy to zauważyłem. Książki leżały dookoła. Bezcenne pierwsze wydania, książki, które tak uwielbiała moja dziewczyna leżały wszędzie. Podarte, spalone, podeptane, pocięte. To wyglądało strasznie. Opuściłem salon i skierowałem się do kuchni. Ta nie wyglądała lepiej... Garnki, patelnie, skorupy po naczyniach były rozsypane po całym pomieszczeniu. Lodówka otwarta, jedzenie walało się dookoła niej. Już miałem wyjść, gdy moją uwagę przyciągnęły... nogi.
-PANI GREEN ?- przypadłem do kobiety. Wyglądała okropnie. Twarz miała posiniaczona i napuchniętą, z rany na czole sączyła się krew.
-Jus.. Justin. Zabrali ją. Zabrali moją Shay.- I zemdlała. Przerażony, zadzwoniłem na pogotowie. Siedziałem zszokowany przy kobiecie, zastanawiając się, kto, do cholery, mógł porwać moją dziewczynę.

No więc HEY ! Nie chciałam, żeby to tyle trwało, ale nie miałam za bardzo czasu. I ochoty na wpisywanie całej kartki tekstu w komputer. Ale wreszcie to zrobiłam. Efekty są, jakie są. Na pocieszenie dodam, że nowy rozdział już prawie gotowy. Zła wiadomość jest taka, że to będzie przedostatni. Dobrą wiadomością... A zresztą przekonacie się już wkrótce ;)

środa, 11 września 2013

Just(in) love. Cz. XIX

SHAYLA'S POV
Gdy wyszłam od Lucy, pobiegłam do domu okrężną drogą. Już spokojna weszłam do kuchni.
-Mamo, mogłabym odzyskać telefon ? Proszę.
-Już wróciłaś ? I co z nią ?
-Ja... eee... Jej nie było w domu. Właśnie dlatego chcę komórkę. Muszę sprawdzić gdzie jest. Wiesz, że się o nią martwię.-kiedyś tak zabrnę w kłamstwa, że się z nich nie wyplączę. Ale na razie nie mam wyrzutów sumienia. Na szczęście. Muszę być naprawdę dobrą aktorką, bo mama poszła do swojego pokoju. Po kilku minutach wróciła z moim telefonem w ręce.
-Proszę kochanie. Właściwie możemy uznać, że karę masz cofniętą.-uśmiechnęła się.
-Dziękuję ! Dziękuję!-przytuliłam ja.
-No a teraz mnie puść, muszę kroić ziemniaki na zapiekankę.
-Czy to znaczy, że mogę kogoś zaprosić ?
-No dobrze. A kogo ?
-Eee.. Zobaczysz.- uśmiechnęłam się tajemniczo- Nie wiem, czy będzie miał czas, ale wspominał, że chciałby cię poznać.- Justin nic takiego nigdy nie mówił, ale mama nie musiała tego wiedzieć. Szybko napisałam do niego sms'a:
"Juju, potrzebuję pocieszenia :( Lucy złamała mi serce.
Wejdź drzwiami, mama cofnęła mi karę. xxx"
Po kilku minutach dostałam odpowiedź:
"Już jadę. Co się stało ? xxx"
Gdy zadzwonił dzwonek rzuciłam się do drzwi. Za nimi stał Justin. Nadal nie mogłam uwierzyć, że znam takiego cudownego chłopaka jak on.
-Witaj Shawty. Tęskniłaś ?- jego głos przeszedł w niski, zmysłowy pomruk.
-Ja..yyy...-nie mogłam wykrztusić odpowiedzi. W gardle czułam kluchę. Wzięłam głęboki oddech (bogom niech będą dzięki za psychologów).- Chodź do kuchni, poznasz moją mamę.- złapałam go za rękę i pociągnęłam korytarzem.
-Mamo, to jest Justin. Justin Bieber.-Mama stanęła jak wmurowana. W jednej ręce trzymała ociekającego wodą ziemniaka. Przez kilka sekund wszyscy staliśmy w ciszy. I wtedy Jus się uśmiechnął. Ziemniak wypadł mamie z ręki i z głuchym plaśnięciem uderzył o podłogę. Mama otrząsnęła się z szoku. Pośpiesznie wytarła ręce i podeszłą do chłopaka. Zrobiła coś, czego nikt z nas się nie spodziewał... UŚCISNĘŁA JUSTINA !
-Miło cię poznać. Więc to ty porwałeś moją córkę ?
-S-słucham ?- chłopak otworzył szeroko oczy, jednak mama tylko się roześmiała.
-Idźcie do pokoju Shayli.-uśmiechnęła się-Chcecie jakieś kanapki ?-Oboje pokręciliśmy głowami.-Herbatę ?
-Chętnie- odparł Justin.- Jeśli można to z cytryną.
-Ile słodzisz ?
-Dwie łyżeczki.- Jus szeroko się uśmiechnął. Poszliśmy na górę.
-Witam w moim królestwie- powiedziałam uroczystym tonem i otworzyłam drzwi.
-WOW...Nigdy nie byłem w pokoju, w którym było tak dużo... mnie.- Prawdo podobnie miał rację. Ciemno fioletowe ściany pokryte były zdjęciami, plakatami i artykułami o nim. Na mahoniowych półkach stały perfumy, płyty, filmy, książki i inne gadżety. Fioletowa pościel na ogromnym mahoniowym łóżku, z baldachimem wspartym na czterech kolumienkach, idealnie współgrała z pokojem. W kącie stała naturalnych rozmiarów, kartonowa figura Kidrauhla. Jedynym kolorystycznym kontrastem był żółty laptop na biurku w stylu vintage. Stojąc w drzwiach patrzyłam jak Justin obszedł dookoła pokój, dotykając wybranych przedmiotów. Gdy już zaspokoił swoją ciekawość, bezceremonialnie rzucił się na łóżko.
-Justin !- syknęłam! Może sobie być nie wiadomo kim, ale to było po prostu nie kulturalne.
-Wygodne.- wyszczerzył się lubieżnie. Mogłabym przysiąc, że widziałam obrazy, które powstawały w jego umyśle. Nasze dwa nagie ciała splecione, pod fioletową pościelą. Na samą myśl zrobiło mi się gorąco. Podeszłam do łóżka i próbowałam zepchnąć chłopaka, ale on mnie złapał, przerzucił przez siebie i pochylił nade mną. Zniżył głowę, chcąc mnie pocałować, ale niespodziewane go popchnęłam.
-Mama zaraz z herbatą przyjdzie.- przypomniałam.
-Fakt.- zrobił "smutną" minkę. Usiadł, oparł się o zagłówek i spojrzał na mnie. Siedząc po turecku, na środku łóżka, opowiedziałam mu całą historię.

Hej :) Przepraszam, że nie dodaję regularnie. Miałam zamiar go dodać w weekend, ale niestety nie będzie mnie w domu. 
Mam nadzieję, że się podoba :)

sobota, 17 sierpnia 2013

Just(in) love. cz. VIII

*tydzień później*
-Mamusiu ?
-Hmm.-Mama obiera ziemniaki. Więc pewnie słucha mnie jednym uchem.
-Mogę iść do Lucy ? Ona mnie potrzebuje.-Obmyśliłam sobie to dokładnie. Użyję tego samego kłamstwa co Kelsley W Dangerze.
-Po co ? Przecież masz karę.
-No ale ją rzucił chłopak. I teraz potrzebuje pocieszenia. Wiesz, zrobił to w najgorszy możliwy sposób : przez esemesa. Nie chcę, zęby znowu zaczęła się ciąć, wiesz, że niedawno z tym zerwała.-Oczy mamy momentalnie stają się większe.
-No to idź. Poczekaj, dam ci pieniądze, kupisz jej coś słodkiego.- Mama wstaje i wyciera ręce. Wręcza mi banknot i całuje w czoło. Szczęśliwa wychodzę z domu. Udało się ! Nie wierzę, że się na to nabrała ! Przecież to było tak naciągane. Szkoda tylko, że nie mam telefonu. Jego niestety nie udało mi się odzyskać. Cóż, zaskoczę Lucy. Po piętnastu minutach, jestem pod jej domem. Drzwi otwiera mi przyjaciółka.
-SHAYLA ?! Co ty tutaj robisz ? Myślałam, że masz karę.
-Amnestia- dumna wchodzę do środka.-Ale muszę skorzystać z łazienki.- I skierowałam swoje kroki ku górze.
-Shay, może lepiej nie ?-Krzyczy za mną Lucy.
-Dlaczego ? Przecież totylko łazienka.- Wzruszam ramionami i wchodzę do środka. W tedy moim oczom ukazuje się osoba, której nie spodziewałam się u mojej przyjaciółki. Christopher Badlake.
Myjący zęby.
Zaczynam krzyczeć.
-LUCY ! CO ON ROBI W TWOJEJ ŁAZIENCE ! WIESZ KIM ON JEST !
-Wiem- mówi cicho Lucy.
-NIE WIERZĘ ! SPOTYKASZ SIĘ Z NIM ! O BOŻE ! NIE ! JA STĄD IDĘ !
Lucy's POV
Chciałam zatrzymać Shaylę, ale mi nie wyszło. Chciałam jej powiedzieć, co on robi w moim domu.
Przygarnęłam Christophera. On nie jest moim chłopakiem.Spotkałam go, kiedy wracałam z pracy. Po szkolę muszę sprzedawać babeczki w cukierni. Był cały zakrwawiony, z rozcięciem na pół uda. Dopadli go wierzyciele. Okazało się, że jest tak zadłużony, że stracił cały majątek, łącznie z domem. Moi rodzice wyjechali do pracy, nie mam rodzeństwa, więc w gruncie rzeczy mogłam go przenocować. Śpi w pokoju gościnnym. Jednak Shay nie dała sobie tego wytłumaczyć.
-Co się stało ? Słyszałem krzyki.-Sprawca całego zamieszania zszedł do salonu.
-Cóż... Shayla cie zobaczyła, zaczęła krzyczeć i obraziła się, nawet nie dając mi czasu na wyjaśnienia.-Chłopak pytająco uniósł brwi.
-Myśli, że ze sobą sypiamy.- Powiedziałam szybko.
-AAAAA. To wiele wyjaśnia. To twoja przyjaciółka. Ale to też dziewczyna Biebera. Mojego byłego przyjaciela, który wystawił mnie do wiatru...
-Słucham ?-Nie wiedziałam nic, o przyjaźni tych dwóch.
-Widzisz, trzyma to w tajemnicy. Nawet jego Beliebers tego nie wiedzą.-Nie mogłam wytrzymać. Kiedy wykrzywił się na słowo Beliebers, spoliczkowałam go. Mocno. Jego głowa odskoczyła, a sam zachwiał się i oparł o stół. Zaskoczony spojrzał na mnie.
-Justin jest moim idolem. A Beliebers jest rodziną. Dlatego jeśli ich obrażasz, możesz się wynosić z tego domu. Dopóki pozwalam ci tu mieszkać, nie chcę słyszeć żadnego obraźliwego słowa na ten temat. Zrozumiano ? - Wciąż trochę zamroczony kiwa głową.
-Dziękuję. Ja idę na zakupy. Jeśli zobaczę, że cokolwiek z tego domu zniknęło gorzko tego pożałujesz.


Długo mnie nie było, ale już jestem. Rozdziały są robione na świeżo, więc nie pojawiają się regularnie. Chcę wam dać coś dobrego, a nie wypociny, które "obiecałam".
Jeśli chcecie być informowani o nowych, piszcie swoje nicki z Twittera, a ja wam będę mówić.

Ciekawe, co teraz będzie z przyjaźnią Shay i Lucy. Nawet ja tego nie wiem ;)
PS. Z tego rozdziału jestem bardzo, ale to bardzo dumna. Udał mi się.

niedziela, 7 lipca 2013

Just(in) love. VII

Przepraszam za przerwę, mam nadzieję, że się spodoba :)Przepraszam za błędy, ale nie chce mi się poprawiać.
Shay i Juju siedzą w jego aucie pod jej domem.
-Shay, jeśli chcesz możemy to skończyć. Pismaki jeszcze cię nie znalazły. Możesz wrócić do swojego normalnego życia.
-NIE !!!-mój protest an propozycję Justina jest trochę zbyt gwałtowny.- To znaczy... Ja... Moje życie nigdy nie było tak ciekawe. A poza tym nie mogłabym zapomnieć. Nigdy !- zaczynam się plątać. I wtedy w moim głosie pojawia się rosyjski akcent. Zawsze tak jest, kiedy się zdenerwuję. Nienawidzę tego ! Przez pięć lat mieszkałam w tym kraju. Uspokajam sie i biorę głęboki oddech, tak jak radził mi psycholog. Widzę, że chłopak jest zainteresowany obcym brzmieniem mojego głosu, ale o nic nie pyta.
-Muszę już iść.- szepczę, już bez naleciałości.
-Oczywiście- Justin uśmiecha się tym swoim szelmowskim uśmieszkiem. Pochyla się i czule mnie całuje. To jest takie... inne. Diametralnie różni się od tego co robiliśmy wcześniej. Po chwili Juju odsuwa się kawałeczek.
-Kiedy dzisiaj po ciebie jechałem, bałem się, że jest już za późno... Ze Christopher cię... zgwałcił.- szłyszę jego zdławiony szept.- Shay, obiecaj, że będziesz uważać.- trzyma moją twarz w dłoniach, a jego oczy mnie hipnotyzują.
-SHAYLO ISABELLO GREEN ! W TEJ CHWILI DO DOMU !- moja mama stoi na ganku. Wyskakuję z auta, jakby się paliło. Pędząc w stronę domu słyszę cichy śmiech Biebsa.
Siedzę w kuchni i czekam, aż mama skończy wykład.
-Młoda damo, nie rozumiem twojego zachowania. Najpierw znikasz na cały dzień, nie odbierasz telefonu, a potem całujesz się z jakimś chłopakiem w skandalicznie drogim aucie.
-Ale, mamooo...-próbuję zaprotestować.
-Cicho ! Masz karę. Przez tydzień nie opuszczasz domu. Wracasz zaraz po szkole.- spuszczam wzrok.
-Shay, tyle czasu mieszkałyśmy w Rosji. Chcesz tam wrócić ? Dobrze wiesz co się  stanie, jeśli nas na czymś przyłapią.- Ah tak. Oni. Wiem tylko, że to dzięki nim mozemy być w USA.
-Nie, nie chcę.- szepczę i zrezygnowana wlokę się do pokoju.

środa, 5 czerwca 2013

Just(in) Love. cz. VI

Szybko dodałam nowy rozdzialik, ale miałam wenę. Na religii nawiasem mówiąc. Takie sceny... ;)
-SHAY ? Co z tobą ?! Jesteś cała ?- Lucy zasypuje mnie pytaniami.
-Nie, nie. Nic mi nie jest. Tylko...-spoglądam a Justina. Opiera się o ścianę, a na jego ustach pojawia się uśmieszek.-Lu, pogadamy później, okey ?
-Dobrze.-moja przyjaciółka chyba rozumie o co chodzi.-Trzymaj się, kochana.
-Jasne, pa.-rozłączam się i odwracam w stronę chłopaka.
-Justin, ja... Naprawdę cię lubię. Nie jako Biebera, ale jako zwykłego chłopaka.-Jego brązowe oczy lustrują mnie uważnie. Jest w nich coś takiego... To chyba pożądanie. Robi mi się gorąco.
-Pragniesz mnie.-jego głos jest niski i ochrypły.- Wiem o tym.- robię się czerwona, ale nie zaprzeczam. Na prawdę tak jest. Wie co całe moje ciało. Rozkoszny ból w dole brzucha, gorąco,trzęsące się nogi, zawroty głowy. Juju ma rację...
-Wracajmy już.- z trudem próbuję zmienić temat. Kidrauhl obejmuje mnie ramieniem i śmieje się głośno. Potem ciągnie mnie w sobie tylko znaną stronę.
-Zostawiłem tam samochód.- wyjaśnia, widząc moje zaskoczone spojrzenie.
                                                                                                                                                                 *********************************************
Zatrzymujemy się przy aucie. Justin odwraca mnie w swoją stronę i lekko popycha do tyłu, aż opieram się o samochód. Nie mogę oderwać oczu od jego pięknej twarzy. Jego palce muskają mój policzek. Palec wskazujący dotyka kącika moich ust. Bezwiednie je rozchylam. Chłopak kontynuuje wędrówkę. Dociera do małego wgłębienia na środku dolnej wargi. Ciągle spoglądając mi w oczy wsuwa palec do moich ust. Początkowo się waham, jednak sekundę później obejmuję go wargami i lekko ssę. Z jego gardła wydobywa się chrapliwy jęk. W odpowiedzi przygryzam opuszek.
-Cholera, Shayla ! - warczy przez zęby. Wypuszczam jego palec z ust. Przyciąga mnie do siebie i zaczyna całować. Właściwie to bardziej mnie pożera. Jego wargi miażdżą moje. Jego ręce ześlizgują się na ramiona, przesuwają wzdłuż tali, dotykają pośladków. W końcu łapie mnie za biodra i podnosi do góry. Owijam nogi wokół jego pasa i wyraźnie czuję wybrzuszenie w jego spodniach. Nagle, tuż obok nas przejeżdża samochód! To mnie wybudza.

-JUSTIN ! KTOŚ NAS MOŻE ZOBACZYĆ !- zaskakuję na ziemię i prawie biegnę do drzwi pasażera.

wtorek, 4 czerwca 2013

Just(in) Love. cz.V

Okej, okej :) Następna część ;D Znowu dziękuję Asi za pomoc (wiem, że tego nie chcesz ;p) Mam nadzieję, że się spodoba :D Za ewentualne błędy przepraszam.
  A więc to taki miał plan. Justin zabrał nas do jakiegoś klubu i zostawił w środku, a sam się ulotnił. Siedzimy teraz, otoczone jego fankami... Próbują wyciągnąć od nas jego numer. Jest ciężko. Czuję się jakby polowały na mnie hieny.
-JAK ON ŚMIAŁ!- Lucy w końcu wybucha. Łapie mnie za rękę i ciągnie w stronę wyjścia. Jednak moja dłoń wyślizguje się z jej spoconego uścisku. Gubię ją w tłumie. Nagle czuję ciężka dłoń na ramieniu. Podnoszę wzrok. Przede mną stoi wysoki chłopak. Szczerzy zęby w niezbyt miłym uśmiechu. Ogarnia mnie panika. Próbuję się wyrwać jednak nie bardzo mi to wychodzi. Facet wywleka mnie na zewnątrz. Zaczynam krzyczeć, a on natychmiast zatyka mi usta dłonią. Gryzę go. W odpowiedzi dostaje oszołamiający cios w głowę. Tracę przytomność. Budzę się w tym samym momencie, w którym porywacz zatrzymuje auto. Wyciąga mnie i stawia obok pojazdu.
-No księżniczko. Słyszałem, że jesteś dziewczyną Justina Biebera. To dobrze. Dostanę za ciebie niezły okup.- patrzę na niego wściekłym wzrokiem.
-Co się stało z twoim głosikiem ptaszyno ?- nadal milczę.- No dobra. Mogę się z tobą zabawić nawet bez dźwięku.- jego ręka ląduje na mojej piersi. Już otwieram usta, żeby wrzasnąć, kiedy rozlega się mroźny głos:
-Nie radziłbym ci jej dotykać, Christopher.- TO JUSTIN !!! Wyrywam się prześladowcy i rzucam Juju w ramiona. Chłopak zagarnia mnie za siebie.
-Pff. Bieber. Przyszedłeś bronić swojej laluni ?- spluwa w bok.
-Nie uderzę cię tylko ze względu na to co było między nami.- Christopher spgląda na Jusa i wchodzi do auta. Kidrauhl jeszcz długo patrzy w stronę w którą odjechał.
Justin siada na krawężniku i chowa twarz w dłoniach. To dziwne. Pierwszy raz widze go takiego. Jest wyraźnie przybity. Po chwili wahania siadam koło niego. Kilka minut później chłopak się odzywa:
-To był Christopher Badlake. W dzieciństwie byliśmy nierozłączni. Aż do czasu mojej sławy. Kiedy zacząłem zbijać kasę, Chris się ode mnie odwrócił. Chyba myślał, ze skoro mam pieniądze, to jestem dupkiem. Zawsze robiliśmy sobie jaja z takich ludzi. On chyba myśli, że się zmieniłem. A to on się zmienił. Niegdy nie był taki... zły. - widzę łzy w jego oczach !
-Boże Justin...- tylko na wypowiedzenie tych dwóch słów, wystarczy mi czasu. Juju przyciąga mnie do siebie i czule całuje. Momentalnie zaplatam ręce na jego karku.
-Shayla.- jego głos jest ochrypły. Przypiera mnie do ściany, a jego ręce są wszędzie. Po jakimś czasie, Jus mnie tylko przytula.
-Shawty ?
-Hmm ?- jestem jeszcze oszołomiona.
-Nie zostawiaj mnie, proszę.- szepcze. Zapiera mi dech w piersiach.
-Ja.. Justin...- w tym momencie dzwoni telefon.- To Lucy. Przepraszam Jus, muszę odebrać.

Christopher Badlake- 19 lat, były najlepszy przyjaciel Justina.

piątek, 31 maja 2013

Just(in) Love - cz. IV

Hejka. Następny rozdzialik. Dziękuję Asi/Angelice za pomoc w ubraniu Shayli ^^ 
-Shayla! Wstawaj!-Otwieram oko i widzę nad sobą uśmiechniętą Lucy. Odwracam się do niej plecami i zakrywam głowę kołdrą.
-Pobudka,już dziewiąta.-przyjaciółka nie daje za wygraną.
-Pieprz się.-mamroczę pod nosem.Słyszę szuranie i już mam nadzieję, że da mi spokój kiedy nagle czuję jak zrywa ze mnie kołdrę.
-LUCY !- Zrywam się na równe nogi. Patrzę na nią i po chwili obie się śmiejemy.
- No dobra Justin przyjeżdża za dwie godziny, musimy cię zrobić na bóstwo.
-Jesteś kochana, wiesz ?-przytulam ją.
-Wiem.A teraz pod prysznic !
Wyszorowana, wysmarowana kremami siedzę i czekam aż Lu wyprostuje mi włosy.
-Viola !-kończy ostanie pasemko.Zakłada mi biała bandamkę i wiąże ja rogami na czubku głowy.Wręcza mi legginsy z flagą UK i biała bluzę z napisem swag. Posłusznie wszystko zakładam i siadam z powrotem na krzesełko. Teraz czas na makijaż.Delikatny smoke eyes, trochę pudru i gotowe. Wtedy dzwoni dzwonek do drzwi.
-TO ON !- Lucy zrywa się na równe nogi.Łapię ja za ramiona i sadzam na krześle.
-Ja otworzę.-podchodzę do drzwi i otwieram je. Za nimi stoi (a jakżeby inaczej) Justin.
-Cze-eść.-zacinam się trochę na jego widok. Ciężko będzie mi do tego przywyknąć.
-Wyglądasz nieziemsko shawty.-jego wzrok wędruje w dół i uśmiecha się. Na mojej twarzy pojawia się rumieniec. Dobrze wiem na co patrzy! Na moje kapciuszki-osiołki.
-Wejdziesz ?-próbuję odwrócić jego uwagę. Wchodzi do środka, a po drodze muska mój policzek palcami.
-Lubię kiedy się rumienisz.-Stoję na korytarzu jeszcze chwilkę, a do moich uszu dociera jego cichy śmiech. Po chwili otrząsam się i pędzę za nim w kierunku salonu.
-U-usiądź na kanapie pójdę po Lucy.-wymykam się z pokoju jak najszybciej. Kiedy jestem z nim brakuje mi słów.Pędzę do łazienki, gdzie zastaję Lu w takiej samej pozycji w jakiej ją zostawiłam.
-Gotowa ?- przyjaciółka kiwa głową.-Tylko proszę nie rzucaj się na niego.-uśmiecham się do niej pokrzepiająco. Wstajemy i idziemy do salonu.
-Lucy, to Justin Bieber.-uważnie ja obserwuję. Tak jak obiecała nie rzuciła się na niego. Bogu dzięki.
-Cześć.-uśmiecha się do niego. Przyjęła jego obecność lepiej niż ja.
-Cześć swaggy.-"mój" chłopak wyciąga coś zza pleców. To płyta ! My World 2.0, której Lu nie ma. Mówiłam o tym Justinowi.- To dla ciebie.- uśmiecha się i wręcza jej pudełko z podpisem. W tym momencie całe opanowanie dziewczyny znika. Ze łzami w oczach rzuca się idolowi w ramiona. Uśmiecham się zachwycona tym obrazkiem. Wtedy Justin ją puszcza i patrzy na mnie.
-To co jedziemy ?- kiwam głową.-Tylko zmień buty.Rzucam w niego ochydną figurka UFO, która stoi na stoliku obok. Jednak uchyla się a figurka rozpryskuje się w drobny mak. Wszyscy patrzymy na skorupki na podłodze.
-I tak nikt jej nie lubił.-Lucy, zawsze wie co powiedzieć. Wstaję i idę przebrać buty. Wciągam na nogi moje ukochane conversy z ćwiekami.
-Jestem gotowa !- krzyczę w stronę salonu. Wychodzi z niego Biebs.

-No od razu lepiej, shawty.- znowu się czerwienię.- Swaggy chodź.

                                 STRÓJ SHAYLI (nie mogłam sie powstrzymać ^^):













czwartek, 30 maja 2013

Just(in) Love. cz. III

Nowy rozdzialik. Mam nadzieję, że się spodoba. Staram się to robić możliwie najszybciej. btw. zmiana scenerii. Shayla i Lucy siedzą u Lucy w mieszkaniu.
I co ?! Kto to był ? Udało ci się ?-Lucy dorywa mnie zaraz za drzwiami. Skacze wokół jak jakiś pajacyk, a ja wybucham śmiechem.
-Masz może coś do jedzenia ? Jestem głodna jak wilk .- uśmiecham się do mojej przyjaciółki. Idę w stronę kuchni.
-Nie licz, że się wymigasz. Masz mi wszystko opowiedzieć. Jest lasanie, chcesz ?
-Jasne ! Uwielbiam lasanie twojej mamy !- Lucy kładzie talerz na stole i patrzy wyczekująco. Zaczynam opowiadać.
-ŻARTUJESZ ! PRZECIEŻ TO, KURWA, NIEMOŻLIWE !!! - jej reakcji na nazwisko można się było spodziewać.- Kłamiesz ! Taki facet jak on nie chodzi sobie ot tak po ulicy...
-Zadzwonię do niego ! Na dowód.- wyciągam komórkę i przeszukuje kontakty. Kiedy znajduję to czego szukam, wciskam zieloną słuchawkę. Po trzech sygnałach rozlega się zaskoczony głos :
- Shawty ? Dlaczego dzwonisz ?
-Lucy mi nie wierzy... Mówiłeś, że w takiej sytuacji będę mogła do ciebie zadzwonić. Daję cię na głośnik.- rzucam przyjaciółce wymowne spojrzenie.- No już .
-Okej, okej. Hej, Lucy. Czemu nie wierzysz shawty ? Dziewczyna wie z kim się... widziała.- przerwa jest ledwo dostrzegalna, ale ja ją słyszę.-byliśmy razem na kawie. A potem w parku. Co prawda  nikogo tam nie było.- ostatnie zdanie wyraźnie ma podtekst.
-Wiem co się działo w parku ! Wyluzuj. Lucy,- zwracam się do dziewczyny- chcesz o coś zapytać Biebsa ?
-JASNE ! To... eee... Nie mam pojęcia !- Widzę łzy w jej oczach. I chyba słychać to w jej głosie bo Justin zaraz odpowiada:
-Swaggy, co powiesz na to : jutro przyjadę po Shaylę trochę wcześniej, wtedy pogadamy. Masz kupę czasu na wymyślenie pytań, dobrze ?
-D-d-dobrze. Dob-branoc.- moja BBF troszkę się plącze.
-Dobranoc Swaggy. Shawty, czy mógłbym cię na chwilę. SAMĄ ?- posłusznie przykładam telefon do ucha.- Słodkich snów Shayla. Niech ci się przyśnię ja.- Erotyzm po prostu sączy się z tej wypowiedzi.
-D-dobranoc.- mówię, niczym Lucy parę minut temu. Rozłączam się i padam na łóżko.
-Shay, co się działo w parku ?- dziewczyna zadaje po chwili pytanie.
-Emmmm... Ja... Pocałowałam Justina.-spuszczam oczy.Panuje martwa cisza.
-Żałujesz ?- pyta po chwili.
-Nie, skąd ! To było cudowne. Takie... inne. Lepsze.-spoglądam jej w oczy.
-To dobrze. Nie powinnaś tego żałować. Tylko uważaj. Jeśli rozejdą się jakieś plotki to może być nieprzyjemnie.
-Em...Lucy... Justin powiedział "fankom", że jestem jego dziewczyną.-w końcu i tak by się dowiedziała. To moja przyjaciółka !
-Och. Okeeey.-wyraźnie zabrakło jej słów.
-Lu, możemy skończyć ten temat. Proszę ?
-Jasne, Shawty.-uśmiecha się szeroko.W odpowiedzi rzucam w nią poduszką.



                                MAŁE PRZYPOMNIENIE ;D BOHATEROWIE:





Shayla Green- 17 lat, Belieberka, zakochana w Justinie.



Justin Bieber- 19 lat, słynny piosenkarz, idol Shayli.

Lucy Montrome- 17 lat, BFF Shayli, Belieberka.




niedziela, 26 maja 2013

Just(in) love cz. II

Wiem,że dodałam to dość szybko, ale nie mogłam się powstrzymać :) Mam nadzieję że się spodoba :D btw. Jak już to czytasz to zagłosuj w ankiecie o tam ------>

SHAWTY ? Znam tylko jedną osobę, która tak mówi. Ale to nie możliwe... Przecież...
-Czemu mnie śledzisz ?-powtarza pytanie.- I kim jesteś ?- dodaje po chwili. Z wrażenia nie mogę mówić.
-Ju...Jus... JUSTIN ?- udaje mi się w końcu wykrztusić.
-We własnej osobie.-odpowiada z ironicznym uśmieszkiem, od którego kolana się pode mną uginają. Chłopak w ostatniej chwili łapie mnie, chroniąc przed dość bolesnym upadkiem. Nasze twarze dzieli ledwie kilka centymetrów. Robi mi się gorąco i zawstydzona zrywam się na równe nogi.
-To...-próbuję coś powiedzieć.-To niesamowite. Ze wszystkich osób musiałam spotkać ciebie ! C I E B I E ! Justina Biebera ! Mojego idola ! Mój boże, jakie ja mam szczęście !- zaczynam mówić jak nakręcona. Jus jest lekko zdezorientowany.
-Kim jesteś ?- wtrąca, kiedy przerywam, żeby nabrać powietrza.
-Nazywam się Shayla Green.- wydukałam.
-Wiesz co, Shay ? Bo chyba mogę tak do ciebie mówić ?- potakuję.- Zróbmy tak : Pójdziemy do Starbucks'a i tam, przy ciepłej kawie wytłumaczysz mi czemu szłaś za mną przez pół miasta, dobrze.- Znowu mogę się zdobyć jedynie na potaknięcie. Bierze mnie pod ramię i prowadzi w stronę
Starbucks'a. Wchodzimy przez drzwi i po chwili rzucają się na niego psychofanki. Odruchowo kulę się, nie chciałabym dostać łokciem w twarz.
-A ty to kto ?- w końcu któraś mnie zauważa.
-Ja jestem...- nie zdążam się odezwać, bo Justin się wtrąca:
-To moja dziewczyna.- Coooooo ? Mogłam się tylko na niego patrzeć. Ja jego dziewczyną ? Okeeej... "Fanki" od razu się wycofują. Już nie są takie
podjarane, dowiedziały się że koleś nie jest już singlem. No ładnie...
-Czemu to powiedziałeś ?- pytam go , kiedy już siedzimy spokojnie w parku, z kawusią w rękach.
-Z kilku powodów. Po pierwsze: zostawiły nas w spokoju. Po drugie: kiedy do sieci trafi już zdjęcie z nową "dziewczyną" nie będziesz mogła się
odpędzić od paparazzi. A nie sądzę, żebyś chciała palnąć jakieś głupstwo o mnie.
-Ty...ty...ty...- brakuje mi słów.- TO BYŁO CHAMSKIE !!!
-Ale to jedyny sposób.-uśmiecha się.-A teraz, łaskawie wyjaśnij mi dlaczego mnie śledzisz.
-To przez zakład.- mamroczę. Widząc jego zdziwione spojrzenie próbuję powiedzieć coś więcej.- Założyłam się z Lucy, moją przyjaciółką, że dowiem się kim jesteś. Wiesz, miałeś kaptur na głowie i nie zorientowałyśmy się kim jesteś. WŁAŚNIE, LUCY ! Padnie trupem jak się dowie kogo kazała mi
śledzić.
W tej chwili dzwoni jego telefon. Patrzy na wyświetlacz, odchodzi kawałek dalej i zaczyna rozmawiać.
-Nie stary nie mogę w tej chwili. Jestem zajęty ! Tak to dziewczyna. Co ? Szybkie są... Tak, możemy się tego spodziewać jutro w gazetach. No nara.
Podchodzi do mnie.
-Shayla, muszę już jechać. Mogłabyś się jutro z mną spotkać ? Proszę ?- spogląda mi w oczy. I wtedy już wiem, że przepadłam. Myślałam, że będąc Belieber, kocham go. To nie prawda. Teraz dopiero się naprawdę w nim zakochałam.
-Shay ?
-Och cicho bądź.- szepczę i zaczyna go całować. Najpierw robię to niepewnie, ale kiedy czuję jak Justin oddaje pocałunek przyciskam go do siebie. Czuję jego ręce na moich plecach, zsuwa je coraz niżej. W końcu łapie mnie za pośladki. Jego język wślizguje się do moich ust. Kiedy wreszcie się od siebie odrywamy, nie możemy złapać oddechu. Oboje. To o czymś musi świadczyć, nie ?
-Chodź odwiozę cię do domu.- uśmiecha się. Podaje mi dłoń i dopiero teraz zauważam, że wylądowaliśmy na ziemi. WoW. Jeszcze nigdy się tak nie całowałam... Jestem kompletnie oszołomiona.

-Śpię dzisiaj u Lucy.- przyjmuję jego pomoc z wdzięcznością. Moje nogi dalej trochę się trzęsą.

Just(in) love.

To tylko początek, mam zamiar pisać dalej ;) Jeśli tylko się wam spodoba ;D
Weekend, a ja zamiast imprezować wlokę się za jakiś chłopakiem. Nawet nie wiem jak wygląda, jak się nazywa. Widzę tylko jego  mocne plecy a na nich ciemną bluzę z kapturem naciągniętym na głowę.... No, ale może powoli. Nazywam się Shayla i mam 17 lat. Mieszkam w NY. Dlaczego go śledzę ? Przez głupi zakład...
Siedziałyśmy sobie spokojnie w kawiarni i popijałyśmy kawkę. Nagle Lucy się wyprostowała.
-Mam pomysł ! Będiemy kogoś śledzić ! Jak w tym filmie !
-POJEBAŁO CIĘ ?! Czy ja wyglądam na kogoś kto chciałby się w szpiega bawić ?- prawie wylałam na nią kawę... Zachowywała się jak jakiś dzieciak...
-Nie. Chyba że... dygasz, Shay ?- uśmiechnęła się chytrze. Nienawidziłam kiedy ktoś nazywał tchórzem i ona dobrze o tym wiedziała. A mimo to byłam gotowa podjąć wyzwanie.
-O co zakład ?- spojrzałam jej prosto w oczy.
-Jeśli dowiesz się kim jest ten chłopak w czarnej bluzie, przez miesiąc będę robić wszystkie twoje zadania.
-Zgoda.
No i tak się tu znalazłam. Jest mi zimno, ale nie mogę się poddać. Od godziny za nim idę, i jedynym emocjonującym wydarzeniem było to że wszedł do sklepu i wyszedł z kartonem mleka i butelką wina... Troszkę hardkorowe zakupy. Wino było drogie, jedno z tych za 20 $ . Później wyszedł, aż do teraz. Idę cicho, chyba mnie nie widzi. A przynjmniej mam taką nadzieję.Nagle zakręca w ciemną uliczkę. Chwilę się wacham, ale w końcu decyduję się iść dalej. Ledwo widzę jego zarys, a mimo to podążam za nim. Nalgle rozlega się "Never say Never" . Piszczę ze strachu i dopiero po chwili uświadamiam sobie, że to mój telefon. Marny ze mnie szpieg, skoro nawet telefonu nie wyciszam ! Nagle chłopak się odwraca.

-Czemu mnie śledzisz, shawty ?

Shayla Green

Lucy Montrome