SHAWTY ? Znam tylko jedną osobę, która tak mówi. Ale to nie możliwe... Przecież...
-Czemu mnie śledzisz ?-powtarza pytanie.- I kim jesteś ?- dodaje po chwili. Z wrażenia nie mogę mówić.
-Ju...Jus... JUSTIN ?- udaje mi się w końcu wykrztusić.
-We własnej osobie.-odpowiada z ironicznym uśmieszkiem, od którego kolana się pode mną uginają. Chłopak w ostatniej chwili łapie mnie, chroniąc przed dość bolesnym upadkiem. Nasze twarze dzieli ledwie kilka centymetrów. Robi mi się gorąco i zawstydzona zrywam się na równe nogi.
-To...-próbuję coś powiedzieć.-To niesamowite. Ze wszystkich osób musiałam spotkać ciebie ! C I E B I E ! Justina Biebera ! Mojego idola ! Mój boże, jakie ja mam szczęście !- zaczynam mówić jak nakręcona. Jus jest lekko zdezorientowany.
-Kim jesteś ?- wtrąca, kiedy przerywam, żeby nabrać powietrza.
-Nazywam się Shayla Green.- wydukałam.
-Wiesz co, Shay ? Bo chyba mogę tak do ciebie mówić ?- potakuję.- Zróbmy tak : Pójdziemy do Starbucks'a i tam, przy ciepłej kawie wytłumaczysz mi czemu szłaś za mną przez pół miasta, dobrze.- Znowu mogę się zdobyć jedynie na potaknięcie. Bierze mnie pod ramię i prowadzi w stronę
Starbucks'a. Wchodzimy przez drzwi i po chwili rzucają się na niego psychofanki. Odruchowo kulę się, nie chciałabym dostać łokciem w twarz.
-A ty to kto ?- w końcu któraś mnie zauważa.
-Ja jestem...- nie zdążam się odezwać, bo Justin się wtrąca:
-To moja dziewczyna.- Coooooo ? Mogłam się tylko na niego patrzeć. Ja jego dziewczyną ? Okeeej... "Fanki" od razu się wycofują. Już nie są takie
podjarane, dowiedziały się że koleś nie jest już singlem. No ładnie...
-Czemu to powiedziałeś ?- pytam go , kiedy już siedzimy spokojnie w parku, z kawusią w rękach.
-Z kilku powodów. Po pierwsze: zostawiły nas w spokoju. Po drugie: kiedy do sieci trafi już zdjęcie z nową "dziewczyną" nie będziesz mogła się
odpędzić od paparazzi. A nie sądzę, żebyś chciała palnąć jakieś głupstwo o mnie.
-Ty...ty...ty...- brakuje mi słów.- TO BYŁO CHAMSKIE !!!
-Ale to jedyny sposób.-uśmiecha się.-A teraz, łaskawie wyjaśnij mi dlaczego mnie śledzisz.
-To przez zakład.- mamroczę. Widząc jego zdziwione spojrzenie próbuję powiedzieć coś więcej.- Założyłam się z Lucy, moją przyjaciółką, że dowiem się kim jesteś. Wiesz, miałeś kaptur na głowie i nie zorientowałyśmy się kim jesteś. WŁAŚNIE, LUCY ! Padnie trupem jak się dowie kogo kazała mi
śledzić.
W tej chwili dzwoni jego telefon. Patrzy na wyświetlacz, odchodzi kawałek dalej i zaczyna rozmawiać.
-Nie stary nie mogę w tej chwili. Jestem zajęty ! Tak to dziewczyna. Co ? Szybkie są... Tak, możemy się tego spodziewać jutro w gazetach. No nara.
Podchodzi do mnie.
-Shayla, muszę już jechać. Mogłabyś się jutro z mną spotkać ? Proszę ?- spogląda mi w oczy. I wtedy już wiem, że przepadłam. Myślałam, że będąc Belieber, kocham go. To nie prawda. Teraz dopiero się naprawdę w nim zakochałam.
-Shay ?
-Och cicho bądź.- szepczę i zaczyna go całować. Najpierw robię to niepewnie, ale kiedy czuję jak Justin oddaje pocałunek przyciskam go do siebie. Czuję jego ręce na moich plecach, zsuwa je coraz niżej. W końcu łapie mnie za pośladki. Jego język wślizguje się do moich ust. Kiedy wreszcie się od siebie odrywamy, nie możemy złapać oddechu. Oboje. To o czymś musi świadczyć, nie ?
-Chodź odwiozę cię do domu.- uśmiecha się. Podaje mi dłoń i dopiero teraz zauważam, że wylądowaliśmy na ziemi. WoW. Jeszcze nigdy się tak nie całowałam... Jestem kompletnie oszołomiona.
-Śpię dzisiaj u Lucy.- przyjmuję jego pomoc z wdzięcznością. Moje nogi dalej trochę się trzęsą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz