Weekend, a ja zamiast imprezować wlokę się za jakiś chłopakiem. Nawet nie wiem jak wygląda, jak się nazywa. Widzę tylko jego mocne plecy a na nich ciemną bluzę z kapturem naciągniętym na głowę.... No, ale może powoli. Nazywam się Shayla i mam 17 lat. Mieszkam w NY. Dlaczego go śledzę ? Przez głupi zakład...
Siedziałyśmy sobie spokojnie w kawiarni i popijałyśmy kawkę. Nagle Lucy się wyprostowała.
-Mam pomysł ! Będiemy kogoś śledzić ! Jak w tym filmie !
-POJEBAŁO CIĘ ?! Czy ja wyglądam na kogoś kto chciałby się w szpiega bawić ?- prawie wylałam na nią kawę... Zachowywała się jak jakiś dzieciak...
-Nie. Chyba że... dygasz, Shay ?- uśmiechnęła się chytrze. Nienawidziłam kiedy ktoś nazywał tchórzem i ona dobrze o tym wiedziała. A mimo to byłam gotowa podjąć wyzwanie.
-O co zakład ?- spojrzałam jej prosto w oczy.
-Jeśli dowiesz się kim jest ten chłopak w czarnej bluzie, przez miesiąc będę robić wszystkie twoje zadania.
-Zgoda.
No i tak się tu znalazłam. Jest mi zimno, ale nie mogę się poddać. Od godziny za nim idę, i jedynym emocjonującym wydarzeniem było to że wszedł do sklepu i wyszedł z kartonem mleka i butelką wina... Troszkę hardkorowe zakupy. Wino było drogie, jedno z tych za 20 $ . Później wyszedł, aż do teraz. Idę cicho, chyba mnie nie widzi. A przynjmniej mam taką nadzieję.Nagle zakręca w ciemną uliczkę. Chwilę się wacham, ale w końcu decyduję się iść dalej. Ledwo widzę jego zarys, a mimo to podążam za nim. Nalgle rozlega się "Never say Never" . Piszczę ze strachu i dopiero po chwili uświadamiam sobie, że to mój telefon. Marny ze mnie szpieg, skoro nawet telefonu nie wyciszam ! Nagle chłopak się odwraca.
-Czemu mnie śledzisz, shawty ?
![]() |
| Shayla Green |
![]() |
| Lucy Montrome |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz